Koszykarze Kansas State sprawili wczoraj ogromną niespodziankę pokonując przed własną publicznością rozstawionych z pierwszym numerem w rankingu AP zawodników Texasu 71:62.
Co ciekawe, kibice zebrani w Fred Bramlage Coliseum po niespodziewanym zwycięstwie nad Texasem nie wpadli w euforię i nie cieszyli się razem z koszykarzami na środku parkietu, lecz nagrodzili swoich zawodników 15-minutowymi owacjami na stojąco. - Kibice wpadają na parkiet, gdy ich zespoły dokonują rzeczy niesamowitych - powiedział skrzydłowy Curtis Kelly, który zapisał na swym koncie 17 punktów i 8 zbiórek - Nasi fani po prostu wiedzieli, że zamierzamy wygrać ten mecz. Wierzyli w nas.
Zawodnicy Kansas State nic sobie nie robili z dotychczas świetnej obrony jeden na jednego Longhorns, zdobywając 30 z pierwszych 33 punktów z "pomalowanego" w większości po szybkich atakach. Świetny mecz rozegrał Jamar Samuels, który 15 z 20 punktów zdobył w pierwszej połowie. To on wraz z pierwszoroczniakiem Rodney'em McGruderem walnie przyczynili się do serii punktowej 11:1 w końcowych minutach spotkania, która przesądziła o losach meczu.
- Myślę, że nasi fani po prostu zrozumieli, że nie zamierzamy celebrować zwycięstw w styczniu. Lepiej jak poczekają na to jak będziemy grać przez resztę sezonu - komentował zadowolony trener Frank Martin. Warto jednak dodać, że jego podopieczni mieli spore problemy w starciu z Texasem. Longhorns wcale nie odpuszczali w defensywie - pozwolili Kansas State tylko na 38% skuteczności z gry i znacząco ograniczyli Jacoba Pullena oraz Denisa Clemente'a, którzy mieli 4/24 z gry.
Zespół Ricka Barnesa przegrał poniekąd na własne życzenie, grając niezwykle przeciętnie w ofensywie. Longhorns mieli tylko 36% skuteczności z gry (przeciwko Texas A&M - 35%, co było ich najgorszym wynikiem w sezonie). Texas trafił 3 z 11 trzypunktowych rzutów i miał 9/22 z linii rzutów osobistych. Longhorns dobrą grą w drugiej połowie zniwelowali 14-punkową zaliczę Wildcats, jednak tego wieczoru nie było ich stać na więcej. Najwięcej punktów (11) rzucił Avery Bradley. - W obronie graliśmy wystarczająco dobrze by wygrać. Jednak zabiła nas nasza ofensywna gra - podsumował Barnes.