Do stolicy stanu Connecticut zawitali wciąż będący numerem jeden w kraju Longhorns. Po wyjazdowej porażce podrażnieni podopieczni Ricka Barnesa napotkali na na swojej drodze już nie tak groźnych jak choćby w zeszłym sezonie UConn.
Spotkanie odbyło się o godz. 16 czasu miejscowego (godz 22 w Polsce). Już początek meczu pokazał, że - bez względu na wynik - nie zabraknie szalonych, fantastycznych zagrań. Stanley Robinson w swoim stylu dominował nad obręczą. Jedną z akcji zakończył kapitalnym dunkiem po alley-oop'ie od Jerome'a Dysona. No właśnie. Jerome Dyson. W pierwszej połowie rozgrywający Huskies praktycznie w pojedynkę nawiązywał kontakt punktowy z graczami z Austin. Pomimo ogłuszającego dopingu publiczności i szybkiego tempa gry, goście robili swoje. Po trójce lidera Longhorns Damiona Jamesa było 20-11 dla Texasu. UConn gubił się w ataku, notując mnóstwo strat. Do przerwy, pomimo kolejnych "trójek" Jerome'a Dysona to goście ze stanu Teksas prowadzili 42-34.
W Polsce była godzina 23:30. Gdzieś tam daleko za oceanem Texas kontroluje mecz z dopiero 21. W kraju zespołem. Czas iść spać. No właśnie. Z zamykającymi się powiekami przypomniałem sobie, że oglądam NCAA. NCAA. Najbardziej chyba nieprzewidywalną ligę koszykarską na świecie. Zostałem przed TV. Opłacało się. Druga połowa to jakby zupełnie inny mecz. Drużyny zamieniły się rolami. Teraz to Texas kompletnie pogubił się w ataku. Kolejne straty w ataku gości na punkty zamieniali trzej liderzy Huskies: Dyson, Robinson i Kemba Walker. Zawodnicy George'a Blaney'a (zastępuje Jima Calhouna) grali jak natchnieni. Świetnie w obronie i jeszcze lepiej w ataku. Akcje po kontrach kończyły się wsadami, za trzy nie mylili się fantastyczny Dyson oraz Walker. Longhorns nie istnieli w ataku. Run 15-0 pozwolił gospodarzom objąć prowadzenie, które z czasem było coraz większe. Pojedynek w Hartford pokazał jak zgubne może być przeświadczenie, że mecze wygrywa się długa ławką rezerwowych. Huskies zagrali praktycznie siedmioosobową rotacją. Istotną energię z ławki dostarczał Gavin Edwards. Texas zgubiła długa ławka rezerwowych oraz zmiany dokonywane przez coacha Barnesa co pół minuty. W Longhorns tym razem na nic zdało się wsparcie ważnych zmienników tj. Jordan Hamilton i J'Covan Brown. Texas po fatalnej drugiej połowie (przegranej 32-54) przegrywa mecz i spada z pierwszego miejsca w rankingu. Trzeba jednak dodać, że tak jak zagrali koszykarze z Connecticut w drugiej połowie prawdopodobnie nikt w lidze uniwersyteckiej by ich nie zatrzymał tego sobotniego po południa (polskiej nocy).
Texas (44 proc. FG) : James 23 (9-11 FG ), Pittman 5, Mason 5, Balbay 0, Bradley 15 - Hill 0, Chapman 2, Johnson 9, Wangmene 0, Lucas 7, Brown 0 (0-5 FG), Hamilton 8.