Polub nas na facebooku:    
NCAA Tournament: Rzuty z dystansu to nie wszystko

Za nami kolejna noc z Turniejem NCAA. Działo się sporo, nie brakowało niespodzianek, a jedynie czego wciąż nie możemy się doczekać, to dogrywki. Wczoraj to jednak rzuty trzypunktowe odgrywały najistotniejszą role, a w rywalizacji konferencji Big East z Big Ten wygrała ta pierwsza  stosunkiem 2-1.

#4 Wisconsin vs. #1 Syracuse 63:64

Gracze Wisconsin trafili 14 rzutów z dystansu, mieli ponad 50% skuteczność w tym elemencie, popełnili tylko 6 strat, a i tak przegrali z wyżej notowanym zespołem Syracuse.

Od początku wiadomo było, że jeśli Badgers chcą pokonać Orange będą musieli postawić wszystko na rzuty z dystansu. Strefę najłatwiej rozbić szybkimi podaniami i co za tym idzie, prostymi trafieniami z czystych pozycji. Właśnie w taki sposób przez cały mecz grali zawodnicy Wisconsin, którzy w stronę kosza spoglądali dopiero po 25 sekundach akcji. Wcześniej dzielili się piłką na obwodzie i czekali na błąd świetnie pracującej obrony Syracuse. I choć z jednej strony przynosiło to oczekiwane rezultaty, to niejednokrotnie wymuszało to nieprzygotowane rzuty w ostatnich sekundach akcji. Sporym atutem Badgers były jednak zbiórki ofensywne, notowane w kluczowych momentach spotkania.

Mecz świetnie rozpoczął Jared Berggren, który zdobył 10 kolejnych punktów dla Wisconsin trafiając między innymi dwukrotnie z dystansu i to właśnie ten podkoszowy często uciekający na obwód stwarzał największe zagrożenie dla Orange. Po swojej serii jednak szybko popełnił drugi faul w meczu i był zmuszony usiąść na ławkę. W momencie gdy schodził jego zespół prowadził 15:9, a po 20 minutach gry było już 27:33. Bez niego na boisku atak Badgers prezentował już się dużo gorzej, co świetnie wykorzystywali gracze Orange przyspieszając grę i wyprowadzając kontry. Szczególnie z atletycznym Dionem Waitersem nikt nie mógł sobie poradzić, a wspomagał go C.J. Fair. Przewaga Syracuse byłaby jeszcze większa, jednak cztery punkty Wisconsin na zakończenie połowy troszeczkę poprawiły ich sytuację.

W drugiej odsłonie do gry wrócił Berggren i szybko zaczął od zdobywania punktów. Dwie trójki dorzucił też Jordan Taylor, a wynik znowu był bliski remisu. W odpowiedzi C.J. Fair zaliczył kolejny dobry fragment i 11 minut przed końcem to Syracuse ponownie prowadziło 48:41. Wydawało się, że mecz powoli zaczyna się wymykać spod kontroli zawodników Wisconsin, którzy zupełnie nie potrafili poradzić sobie z atletycznym graczami Orange. Po raz kolejny jednak zaufali swoim umiejętnością strzeleckim i 6 kolejnych akcji ofensywnych zakończyli celnymi rzutami z dystansu. Wydawało się, że tego dnia Badgers po prostu nie mogą spudłować, ale seria jak szybko się zaczęła, tak samo szybko się skończyła. Zespół Syracuse nie przejmując się zbytnio skutecznością rywali sukcesywnie wykorzystywał swoją przewagę zdobywając punkty spod kosza po agresywnych wejściach obwodowych graczy. Ponowne popis umiejętności dał Dion Waiters wyprowadzając swój zespół na prowadzenie.

Po wyrównanej końcówce, na 18 sekund przed końcem i przy stanie 64:63 dla Orange rzuty wolne wykonywał Kris Joseph. Rywale mieli dopiero 7 fauli, więc mieliśmy sytuację 1+1. Zawodnik Syracuse spudłował jednak pierwszy rzut wolny i po ostrej walce piłka trafiła w ręce graczy Wisconsin. Badgers stanęli przed ogromną szansą wygrania tego spotkania, jednak fatalnie rozegrali ostatnią akcje i Jordan Taylor oddał zupełnie nieprzygotowany rzut z dystansu. Piłka nie trafiła nawet w obręcz i choć Josh Gasser zebrał jeszcze piłkę, to jego rzut rozpaczy również nie odnalazł drogi do kosza i w rezultacie w Elite Eight zobaczymy Syracuse.

Kluczem do zwycięstwa Orange okazała się gra w pomalowanym i z dystansu próbowali tylko 9 razy. Opierając się na indywidualnych umiejętnościach swoich graczy skupili się na agresywnych wejściach pod kosz, z czym zupełnie nie potrafiła poradzić sobie obrona rywali. Zawodnicy Syracuse od początku do końca postępowali zgodnie z przedmeczowym planem, popełniali mało błędów i przede wszystkim nie dali się sprowokować celnymi trójkami Badgers. 15 punktów, 7 zbiórek i 4 przechwyty na swoim koncie zapisał C.J. Fair. 14 punktów i 4 asysty miał Scoop Jardine, a Dion Waiters dorzucił 13 oczek.

W zespole Wisconsin świetnie spisał się Jared Berggren, który uzbierał 17 punktów (3/4 za 2, 3/3 za 3, 2/3 za 1), ale z powodu przewinień na boisku spędził tylko 25 minut. Kolejne 17 oczek, 6 asyst i 4 zbiórki dodał Jordan Taylor.

#4 Louisville vs. #1 Michigan State 57:44

To nie był ładny mecz. Oba zespoły rzucały na bardzo słabej skuteczności i po 9 minutach meczu na tablicy widniał wynik 5:5. Zarówno Louisville i Michigan State nie potrafili w ogóle odnaleźć swojego rytmu pudłując często z bardzo prostych pozycji. Wystarczy napisać, że po 20 minutach meczu obie drużyny trafili wspólnie 14 na 52 próby z gry. Daje to marne 27% skuteczności i chyba najlepiej podsumowuje pierwszą polowego tego spotkania. Na prowadzeniu był jednak zespół Cardinals, który do przerwy miał 1/15 za dwa, ale też 7/15 za trzy. Także i w tym meczu rzuty z dystansu odegrały kluczową rolę i tylko dzięki nim ekipa Louisville utrzymywała się na prowadzeniu. Nawet center Gorgui Dieng popisał się trójką, wcześniej w sezonie, w 37 meczach oddając tylko jeden niecelny rzut z dystansu.

Po pierwszej połowie zespół Louisville prowadził więc 23:18 i wszyscy mieli nadzieję na nieco ciekawszą drugą odsłonę. W tej jednak niewiele się zmieniło, bo gracze Spartans spisywali się fatalnie, a jednym zawodnikiem, który potrafił zdziałać coś w ofensywie był Draymond Green. Wystarczy napisać, że po 30 minutach meczu lider Michigan State miał na koncie 5 celnych rzutów z gry, czyli tyle samo co wszyscy pozostali jego koledzy razem wzięci. W taki sposób tego spotkania wygrać się nie dało, tym bardziej, że pod koszem Louisville rządził Gorgui Dieng. Center Cardinals na boisku spędził pełne 40 minut notując 5 punktów, 9 zbiórek, 3 przechwyty i rekordowe 7 bloków. Gdy na początku drugiej połowy przy czteropunktowym prowadzeniu Louisville Dieng popełnił 3 faul wydawało się, że Spartans w końcu wrócą do gry. Trener Rick Pitiono jednak zaryzykował, pozostawił go na boisku, a ten kontynuował swoją świetną postawę w defensywie.

Po drugiej stronie boiska na prowadzeniu Louisville utrzymał Freshman Chane Behanan. W sumie uzbierał on 9 zbiórek, 3 przechwyty i 15 punktów, wszystkie rzucając w drugiej połowie. Z biegiem czasu Cardinals zatracili swoją świetną skuteczność z dystansu, ale na posterunku mieli swoją tajną bronią, a dodatkowo bardzo dobrze grę prowadził Peyton Siva. Podstawowy rozgrywający tym razem zdobył 4 punkty, ale rozdał również 9 asyst i właśnie tego najbardziej potrzebował jego zespół.

Drużyna Louisville zatrzymała Michigan state na 44 punkach i był to ich drugi najsłabszy pod tym względem mecz w tym sezonie. Po części wyróżnić trzeba tu ich obronę, jednak sporą role odegrała też fatalna dyspozycja zawodników Spartans. Jedynym ich wyróżniającym się graczem oprócz Greena był Brandon Wood, który 5 minut przed końcem próbował niemal w pojedynkę odrobić jeszcze straty zdobywając 8 punktów z rzędu, jednak przy tak grających pozostałych członkach drużyny na niewiele się to zdało. Ostatecznie Draymond Green w swoim ostatnim meczu NCAA uzbierał 13 punktów, 16 zbiórek, 2 asysty i 2 bloki, ale miał też 6 strat, a z gry trafił tylko 5 razy na 16 prób. Wood dodał od siebie 14 oczek, a żaden z pozostałych graczy Spartans nie przekroczył bariery 6 punktów.

W składzie Cardinals oprócz wymienionych wcześniej graczy warto wyróżnić Russa Smitha, który zapisał na swoim koncie 11 oczek, 3 zbiórki i 3 asysty. Dzięki tej wygranej bilans trenera Ricka Pitino w Sweet 16 wynosi już 10-0.

#6 Cincinnati vs. #2 Ohio State 66:81

Podczas gdy cała uwaga obrony Cincinnati skupiała się na Jaredzie Sullingerze po raz kolejny dał o sobie znać świetny Deshaun Thomas. Wykorzystując sprzyjające warunki w pełni pokazał swój arsenał ofensywny, zdobywając punkty w najróżniejszy sposób. Po 20 minutach gry miał już na koncie 20 oczek oraz trzy celne rzuty z dystansu. Sullinger tymczasem ograniczył się do walki na tablicach, a w szczególności w ofensywie, gdzie zdobył 6 punktów po zbiórkach w ataku. W sumie pierwszą połowę zakończył z 10 punktami i 9 zbiórkami zdobywając wspólnie z Thomasem 30 z 37 punktów drużyny.

Gracze Cincinnati do przerwy uzbierali tylko 25 punktów, popełniając w przeciągu 10 minut aż 8 strat. Duża w tym zasługa rozgrywającego Aarona Crafta, który zalicza się do najlepszych defensorów w lidze i nawet jeśli sam nie notuje przechwytów świetnie wymusza błędy rywali. Gdy podstawowi gracze Bearcats zawodzili, w zespole wyróżniał się rezerwy skrzydłowy Justin Jackson, który świetnie radził sobie po obu stronach parkietu. Jego dobra gra przydała się szczególnie w pierwszej odsłonie, w której zdobył 8 punktów, a dodatkowo w całym meczu miał 6 zbiórek i 4 bloki.

Przed drugą połową wydawało się, że gracze Ohio State będą już tylko kontrolowali przebieg wydarzeń, jednak rywale się nie poddali. Tym razem Bearcats swoją uwagę skupili na dwóch podkoszowych zupełnie odpuszczając niedysponowanych tego dnia strzelców Buckeyes. Jednocześnie sami poprawili swoją grę w ataku i dzięki temu drugą odsłonę rozpoczęli od serii 27:11, wychodząc na czteropunktowe prowadzenie. Zapowiadało się więc na kolejną wyrównaną końcówkę, ale sprawy w swoje ręce wzięli Jared Sullinger i Aaron Craft. Swoimi zagraniami po obu stronach parkietu zmotywowali pozostałych kolegów do walki i nawet słaba dyspozycja Williama Buforda, który pudłował nawet wsady nie mogła już im zaszkodzić. Dobrą zmianę dał Lenzelle Smith Jr, który dorzucając 5 punktów powiększył przewagę OSU do 10 oczek, ale też wspólnie z Craftem bardzo dobrze naciskali na obwodowych zawodników Cincinnati.

Losy meczu rozstrzygały się więc na linii rzutów wolnych i choć początkowo gracze Buckeyes mieli z nimi problemy (zaczęli od 5/11, ale w sumie w ostatnich 4 minutach mieli 11/17), to mimo wszystko Bearcats swoje szansy nie wykorzystali i ulegli 66:81.

W sumie Deshaun Thomas uzbierał 26 punktów i 7 zbiórek, Jared Sullinger miał 23 oczka, 11 zbiórek i 3 asysty, a Lenzelle Smith Jr. dodał 15 punktów i 5 zbiórek. Aaron Craft zaś po raz kolejny pokazał jak wartościowym jest koszykarzem notując 11 punktów, 4 zbiórki, 5 asyst i 6 przechwytów. Dla Bearcats 18 punktów, 4 zbiórki oraz 3 asysty zdobył Cashmere Wright i tak naprawdę tylko on przez cały mecz prezentował się na równym i dobrym poziomie. 15 oczek dorzucił Sean Kilpatrick, a 10 punktów i 6 zbiórek miał Jaquon Parker.

#7 Florida vs. #3 Marquette 68:58

Jae Crowder miał być najważniejszym graczem meczu, bo wydawało się, że w składzie Gators brakuje zawodnika mogącego powstrzymać tego wszechstronnego skrzydłowego. Erik Murphy jest za wolny, a Bradley Beal za słaby fizyczne. Kluczem do sukcesu Marquette miało być więc kierowanie jak najwięcej piłek do Crowdera, który do tej pory w Turnieju notował średnie na poziomie 21 punktów, 14,5 zbiórek, 3 asyst i 3,5 przechwytów. Początek dokładnie tak się zapowiadał, a skrzydłowy Golden Eagles jak zwykle był aktywny. Dodając do tego dobrą postawę drugiego najważniejszego gracza drużyny Dariusa Johnsona-Odoma i wydawało się że Marquette powoli przejmuje inicjatywę.

Tego dnia jednak świetnie dysponowania byli obwodowi strzelce Gators, którzy utrzymywali w grze swój zespół. Dobre fragmenty zaliczyli Kenny Boynton, Erving Walker, Mike Rosario, a nawet rezerwy Casey Prather. Najrówniej w całej stawce spisywał się jednak Freshman Bradley Beal, który zadziwia ogromnymi umiejętnościami połączonymi z rozważną grą, i to właśnie dzięki jego postawie Florida na przerwę schodziła prowadząc 36:30.

W drugiej odsłonie Gators kontynuowali zaś swoją dobrą postawę, a posypało się coś w zespole Marquette. Zawodnicy Golden Eagles mimo wielu okazji nie radzili sobie zupełnie ze zdobywaniem punktów, zatracili gdzieś swoją skuteczność i nim się obejrzeli przegrywali już różnica 14 punktów. Można by powiedzieć, że poprawie uległa defensywa Florida, a poczynania Crowdera wyraźnie ograniczył Erik Murphy, jednak mimo wszystko zespół Marquette okazji do rzutów miał wiele, a po prostu nie potrafili tego wykorzystać. Podobnie było w samej końcówce, kiedy na 3 minuty przed końcem po trafieniach Todda Mayo udało im się zniwelować straty do 6 oczek. Po niecelnym rzucie Boyntona piłkę w ataku zebrał Patric Young, oddał do Walkera, a ten rzutem z dystansu powiększył przewagę do 9 punktów. Decydująca akcja, a jednocześnie pokazująca sposób w jaki przegrali swój mecz gracze Golden Eagles.

Oprócz postawy Murphy’ego oraz Patrica Younga, który powstrzymał Davante Gardnera, Florida w defensywie nie zagrała nic specjalnego. Po prostu byli lepiej dysponowania w ofensywie i to okazało się kluczem do zwycięstwa. Golden Eagles z gry trafiali z 30% skutecznością, a dwóch ich najważniejszych graczy wspólnie trafiło 10 na 30 rzutów. Z tak grającymi Dariusem Johnsonem-Odomem i Jae Crowderem Marquette tego meczu wygrać po prostu nie mogło. Ten pierwszy zdobył w sumie 14 punktów i 4 zbiórki, drugi zaś dodał 15 oczek, 7 zbiórek i 3 przechywty.

W zespole Gators świetnie spisał się za to Bradley Beal, który notując 21 punktów, 6 zbiórek, 4 asysty, 2 przechwyty i 2 bloki pokazał, że zalicza się do najlepszych rzucających obrońców w kraju i już wkrótce powinien zostać wybrany z wysokim numerem w Drafcie. Kenny Boynton dodał od siebie 11 oczek, 4 zbiórki i 5 asyst, a Erving Walker miał 11 punktów, 3 zbióri i 3 asysty.

Kosi
23.03.2012

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informujemy, iż administratorem Twoich danych osobowych jest Krzysztof Kosidowski. Kontakt z administratorem: e-mail: kosi@collegehoops.pl
Podanie danych osobowych zawartych w formularzu jest dobrowolne. Jednocześnie przysługują Ci prawa dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania (aktualizacji) lub usunięcia, ograniczenia ich przetwarzania, przenoszenia, a także sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych osobowych oraz niepodlegania zautomatyzowanemu podejmowaniu decyzji (profilowaniu). Masz także prawo wnieść skargę w związku z przetwarzaniem przez nas Twoich danych osobowych do organu nadzorczego. Twoje dane osobowe będą przetwarzane na podstawie art. 6 ust. 1 lit. B ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27.04.2016 w celu obsługi i realizacji usługi.
strony internetowe Wałbrzych HM sp. z o.o.
www.hm.pl | hosting www.hostedby.pl