Polub nas na facebooku:    
Pozostała finałowa ósemka

Za nami dwa dni zmagań rywalizacji w Sweet Sixteen, co udało mi się zapowiedzieć praktycznie na ostatnią chwilę. Oczywiście nie wszystkie moje przewidywania się sprawdziły i chyba jak wszyscy za wcześnie skreśliliśmy Kentucky, ale o to w tym wszystkim chodzi. Musi być ciekawie, zaskakująco, a czasem niesprawiedliwie, bo inaczej nie moglibyśmy mówić o marcowym szaleństwie. Zwycięstwa faworytów po zaciętych końcówkach są fajne, ale wygrane teoretycznie słabszych ekip są jeszcze lepsze. I jednego, i drugiego nie brakowało nam w ostatnich dniach, więc najwyższa czas jakoś to wszystko uporządkować.

#11 Dayton – #10 Stanford 82:72

Flyers po raz trzeci z rzędu rozpoczynali spotkanie jako ta gorsza drużyna, co nie przeszkodziło im w odniesieniu kolejnego zwycięstwa. Tym razem jednak ich przeciwnik wcale nie odstawał poziomem, co też bardzo dobrze wykorzystali. Zawodnicy Dayton po niepewnym początku w połowie pierwszej części gry zanotowali serie 16-4 odskakując na bezpieczną przewagę, której nie oddali do końca spotkania. Choć Chasson Randle notując 21 oczek starał się jak tylko mógł Stanford nie byli w stanie zdziałać w tym meczu zbyt wiele. Każda ich próba odrobienia strat szybko spotykała się z odpowiedzią ze strony Flyers, których wyniki są największą historią tego turnieju. Wprawdzie pod koniec meczu, gdy w problemy z faulami wpadli podstawowi gracze Dayton pojawiło się niewielkie światełko dla zawodników Cardinal, to świetną zmianę dał freshman Kendall Pollard, który w sumie w 14 minut uzbierał 12 oczek. To właśnie bardzo dobre wsparcie ze strony zawodników rezerwowych (głównie freshmanów) pozwoliło osiągnąć tak dobry wynik podopiecznym Archie Millera, ale naturalnie na niewiele by się to zdało, gdyby nie dobre zawody czołowych postaci w zespole. Wcześniej był nim Dyshawn Pierre, teraz najlepiej wypadł Jordan Sibert notując 18 punktów. Niestety w kolejnym spotkaniu zmierzą się z bardzo mocną ekipą Florida, co będzie oznaczało dla nich prawdopodobne pożegnanie się z turniejem. Choć, kto wie… może znowu zaskoczą świat?

#2 Wisconsin – #6 Baylor 69:52

Prawdziwy popis trenerski pokazał Bo Ryan, który świetne przygotował swój zespół do gry przeciwko strefie Baylor. W zespole Wisconsin strzelców naturalnie nie brakuje, ale sposób w jaki dzielili się piłką pozwolił im na zdobycie wielu punktów także spod samego kosza. Praktycznie od pierwszej do ostatniej minuty stopniowo budowali swoją przewagę, która momentami wynosiła ponad 20 oczek. Nie do zatrzymania okazał się Frank Kaminsky, zdobywca 19 punktów, który zadziwił swoją postawą w defensywie notując aż 6 bloków (rekord kariery). Cory Jefferson (15pkt, 7zb) i Isaiah Austin (12pkt, 5zb) nie potrafili zdominować strefy podkoszowej w sposób w jaki robili to do tej pory, gdzie zwłaszcza w defensywie popełniali za dużo błędów. W tym sezonie Badgers tak dobrze jeszcze nie grali, a na wyróżnienie zasługuje zwłaszcza ich defensywa, która często pozostawiała wiele do życzenia. Do pełni szczęścia brakuje tylko, by bardziej uaktywnił się Sam Dekker i jeśli stanie się to w najbliższym meczu z Arizoną, trener Bo Ryan po raz pierwszy w historii poprowadzi zespół w Final Four.

#1 Florida – #4 UCLA 79:68

Gdy na tym etapie rozgrywek stanie na przeciw siebie zespół z bardzo dobrą defensywą oraz drużyna stawiająca na atak zazwyczaj wygrywają ci pierwsi. Nie inaczej było tym razem, gdzie Florida wyraźnie ograniczyła kontrataki UCLA zwalniając tempo spotkania, co zupełnie wybiło ich z rytmu. Wprawdzie wynik spotkania na to nie wskazuje, ale możemy pokusić się o stwierdzenie, że praktycznie przez cały mecz kontrolowali przebieg wydarzeń utrzymując około 5 punktową przewagę. Choć jeszcze w drugiej odsłonie zawodnicy Bruins próbowali zerwać się do walki, to kluczowe rzuty trafiali Michael Frazier (19 pkt) oraz Scottie Wilbekin (13 pkt) podcinając skrzydła swoim przeciwnikom. Gators zagrali jak na faworytów przystało wykorzystując swoje doświadczenie oraz zrozumienie na boisku. Przy 29 rzutach z gry mieli aż 22 asysty, co najlepiej to obrazuje. Co ciekawe drużyna UCLA przez 31 minut, gdy Kyle Anderson był na parkiecie była +5. Przez pozostałe 9 minut gdy siedział na ławce byli -16. Lepszej reklamy ten zawodnik chyba nie potrzebuje i w swoim ostatnim meczu w NCAA uzbierał 11 punktów, 9 zbiórek, 5 asyst i 2 przechwyty przy 3 stratach. Najwięcej punktów dla Bruins zdobył zaś Jordan Adams zapisując na swoim koncie 17 oczek.

#1 Arizona – #4 San Diego State 70:64

Przez prawie 37 minut Nick Johnson rozgrywał prawdopodobnie swój najgorszy mecz w karierze nie trafiając żadnego rzutu na 10 prób, by ostatecznie zakończyć spotkanie z 15 punktami. Wszystkie zdobył w ostatnich 3 minutach trafiają 1/1 za dwa, 1/1 za trzy oraz 10/10 z linii. To jednak Aaron Gordon (15 pkt, 6zb) na przestrzeni całego spotkania, gdy jego kolega zawodził, odegrał kluczową role utrzymując wynik blisko remisu. Po przeciwnej stronie naturalnie pierwsze skrzypce grał rozgrywający Xavier Thames, który uzbierał najwięcej w meczu 25 punktów, ale zagrał zbyt indywidualnie podobnie jak wszyscy gracze Aztecs notujący w sumie tylko 4 asysty. Niemniej należy podkreślić spory sukces podopiecznych trenera Steve’a Fishera, którzy przed sezonem nie byli notowani nawet do zwycięstwa w swojej konferencji MWC. Przed Wildcats natomiast najtrudniejszy sprawdzian, gdzie na tak słaby początek już sobie pozwolić nie będą mogli. Ich rywale Wisconsin świetnie wykorzystują wszystkie błędy rywali, a wtedy na odrabianie może być już za późno.

#2 Michigan – #11 Tennessee 73:71

Po 20 minutach gry zawodnicy Tennessee zupełnie nie potrafili sobie poradzić ze świetnie funkcjonującym atakiem Michigan. Zawodnikom Wolverines wychodziło niemal wszystko trafiając z 61,5% skutecznością z gry, w tym z niewiarygodne 77,8% za trzy. Wydawało się, że w drugiej połowie spokojnie dowiozą zwycięstwo do końca i chyba poczuli się też zbyt pewnie, co mogło ich drogo kosztować. Gracze Volunteers po przerwie znacząco poprawili swoją obronę, co wyraźnie zaskoczyło przeciwników i dzięki wymuszonym stratom oraz niecelnym rzutom sukcesywnie odrabiali straty. Po serii 26:12 w ostatnich 10 minutach meczu na 10,8 sekundy przed końcem przegrywali już tylko jednym oczkiem, a piłkę otrzymał Jarnell Stokes…

Kwestią dyskusyjną pozostaje czy rzeczywiście faul ofensywny powinien być tu odgwizdany, ale daleki jestem od obwiniania sędziów za porażkę Tennessee. Ta akcja jednak pozwoliła Michigan ostatecznie wyjść z pojedynku zwycięsko, choć szalony rzut równo z końcową syreną gracza Volunteers mógł jeszcze coś zmienić. W Wolverines 15 punktów i 7 zbiórek miał Jordan Morgan, który rozgrywa naprawdę solidny turniej, a 14 oczek dorzucił Nik Stauskas. W Tennessee wyróżniła się dwójka doświadczonych obwodowych Jordan McRae (24pkt, 6zb) oraz Josh Richardson (19pkt). Co ciekawe na ławce rezerwowych Michigan w stroju sportowym pojawił się Mitch McGary i choć na boisku się nie pojawił to jego powrót do gry w spotkaniu z Kentucky wcale nie jest wykluczony.

#7 Connecticut – #3 Iowa State 81:76

Całkiem niezłe widowisko ofensywne zgotowali nam gracze obu ekip, gdzie w głównych rolach byli mniej rozpoznawani zawodnicy. Z jednej strony mocne zawody rozegrał DeAndre Daniels zdobywając 27 punktów i 10 zbiórek. Z drugiej najlepszy mecz w karierze zanotował freshman Dustin Hogue (34pkt, 6zb), który przez sporą część spotkania miał na swoim koncie więcej oczek niż pozostali jego koledzy razem wzięci. To właśnie słabsza dyspozycja DeAndre Kane’a (6/18 z gry) oraz przede wszystkim Melvina Ejim (3/13 z gry) pozwoliła UConn szybko wyjść na prowadzenie, które utrzymali do końca spotkania. Ten pierwszy jednak nadrabiał na innych polach, a jego zryw w końcówce meczu dał jeszcze nadzieje fanom Cyclones, ale ostatecznie na tym się skończyło i spotkanie zakończył z 16 punktami, 8 zbiórkami oraz 9 asystami. Tu warto przypomnieć, że z powodu kontuzji stopy cały mecz na ławce rezerwowych przesiedział Georges Niang, którego obecność na pewno ograniczałby poczynania Danielsa. Dodatkowo w Huskies standardowo wyróżnili się obwodowi Shabazz Napier (19pkt, 5zb, 5as) i Ryan Boatright (16pkt).

#8 Kentucky – #4 Louisville 74:69

Wszystkie znaki przed meczem sugerowały, że spotkanie wygra Louisville. W sezonie zasadniczym notowali lepsze wyniki, mieli dobry i doświadczony skład, a trener Rick Pitino do tej pory nigdy nie przegrał w Sweet Sixteen. W takim stylu rozpoczęli też ten pojedynek szybko wychodząc na 10 punktowe prowadzenie, które utrzymali przez większość pierwszej połowie. W miedzy czasie urazu kostki doznał Willie Cauley-Stein, co wykluczyło go z gry przez resztę spotkania. Zryw Wildcats tuż przed przerwą pozwolił im jednak zniwelować straty i do końca meczu wynik oscylował blisko remisu. Po stronie Cardinals przodowali standardowo Russ Smith (23pkt), Luke Hancock (19pkt) i Montrezl Harrell (15pkt, 8zb), zaś w składzie UK główne role pełnili bracia Harrison (Aaron – 15pkt, Andrew – 14pkt, 6zb, 7as) i Julius Randle (15pkt, 12zb). Ci ostatni uaktywnili się zwłaszcza w końcówce spotkania, co też pozwoliło podopiecznym Johna Calipariego dosłownie wyrwać zwycięstwo w ostatnich sekundach meczu. Dodatkowo na ogromne słowa uznania zasługuje freshman Dakari Johnson, który godnie zastąpił swojego kontuzjowanego kolegę rozgrywając najlepszy mecz w sezonie notując 15 punktów i 6 zbiórek. Tym samym trener Pitino dopiero w swoim 12 spotkaniu w Sweet 16 odniósł pierwszą porażkę na tym etapie turnieju, a niedawno krytykowany Coach Cal ma wiele powodów do radości. Zwłaszcza, że w kolejnym pojedynku z Michigan wcale nie są skazywani na porażkę.

#4 Michigan State – #1 Virginia 61:59

Świetne widowisko zgotowały nam dwie naprawdę bardzo dobre drużyny. Spotkanie lepiej rozpoczęli Spartans szybko wychodząc na prowadzenie, ale seria 12 zdobytych punktów z rzędu graczy Cavaliers pozwoliła wrócić im na właściwy tor. Ten mecz idealnie zobrazował, co może zdziałać świetna defensywa (w tym wypadku Virginii) i to nawet pomimo pewnych braków w ataku. Naturalne gdyby nie rzuty Malcolma Brogdona (17pkt) i Joe Harrisa (17pkt) nie byliby w stanie dotrzymać tempa zawodnikom Michigan State, ale kluczowa była tu jednak obrona. Pod tym względem wcale nie odstawali podopieczni Toma Izzo, którzy dodatkowo świetnie wykorzystali swoją przewagę pod tablicami (choć patrząc na grę obwodowych Spartans innego wyjścia nie mieli). Współpraca pomiędzy Brandenem Dawsonem i Adreianem Paynem układała się niemal wzorowo i w sumie zdobyli 40 punktów oraz 15 zbiórek. Mimo wszystko nie obyło się bez szalonej końcówki, w której nie zabrakło kontrowersyjnych decyzji sędziów, w tym brak gwizdka przy tym zagraniu:

W swoim kolejnym meczu Michigan State zagrają z UConn, gdzie również powinni postawić na grę bliżej kosza. Jeśli zaprezentują się na zbliżonym poziomie, co wczoraj o wynik mogą być jednak spokojni.

Kosi
29.03.2014
Komentarze

Virginia – Michigan State…koleś z Virginii chyba trochę przyaktorzył i dlatego brak gwizdka. Natomiast Michigan – Tennessee…wydaje mi się że ofens owszem ale jakby koleś miał ręce wzdłuż ciała, nad głową albo skrzyżowane na klacie…ale tak rozłożone i ofens…?

Skomentuj Kosi Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Informujemy, iż administratorem Twoich danych osobowych jest Krzysztof Kosidowski. Kontakt z administratorem: e-mail: kosi@collegehoops.pl
Podanie danych osobowych zawartych w formularzu jest dobrowolne. Jednocześnie przysługują Ci prawa dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania (aktualizacji) lub usunięcia, ograniczenia ich przetwarzania, przenoszenia, a także sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych osobowych oraz niepodlegania zautomatyzowanemu podejmowaniu decyzji (profilowaniu). Masz także prawo wnieść skargę w związku z przetwarzaniem przez nas Twoich danych osobowych do organu nadzorczego. Twoje dane osobowe będą przetwarzane na podstawie art. 6 ust. 1 lit. B ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27.04.2016 w celu obsługi i realizacji usługi.
CollegeHoops.pl © 2018
strony internetowe Wałbrzych HM sp. z o.o.
www.hm.pl | hosting www.hostedby.pl