Polub nas na facebooku:    
Zapowiedź Turnieju – faworyci

Mam wrażenie, że w tym roku czołówka, czyli osiem najwyżej rozstawinych drużyn jeszcze wyraźniej niż zwykle odbiega od reszty stawki. A biorąc pod uwagę fakt, że od 2000 roku tylko cztery razy mistrzostwo zdobyła drużyna z trzecim lub niższym seedem, to i w tym roku możemy zakładać, że serię sześciu kolejnych zwycięstw zanotuje ktoś z listy poniżej.

#1 Duke

W tej chwili najbardziej rozpoznawalna marka w świecie koszykówki uniwersyteckiej, dodatkowo umocniona przyjściem Ziona Williamsona i reszty freshmanów. RJ Barrett, Cam Reddish i Tre Jones w większości zespołów byliby postaciami numer jeden, jednak w Blue Devils zostali przyćmieni Zionem. Nawet RJ, który oddaje najwięcej rzutów na mecz i zdobywa najwięcej punktów w zespole ma problemy, żeby swoimi dobrymi występami bardziej przebić się do mediów. Duke to Zion, Zion to Duke. Potwierdzają to także wyniki drużyny, która z Zionem ma bilans 26-2, a bez niego 3-3 (wliczając pojedynek z UNC, w którym zagrał niecałą minutę). Oczywiście można dyskutować, że w okresie bez Williamsona grali z trudnymi rywalami (m.in. dwa razy z North Caroliną), ale nie zmienia to faktu, że lider drużyny robi ogromną różnicę po obu stronach boiska. Ziona w NCAA nikt nie jest w stanie zatrzymać, a często podwajanie i potrajanie nie przynosi skutku. Dodatkowo mam wrażanie, że po kontuzji wrócił tak głodny gry, że stał się jeszcze trudniejszym przeciwnikiem, co też po części pokazała końcówka spotkania z UNC w półfinale turnieju ACC. Jeśli mam szukać wad w zespole Coacha Krzyżewskiego, to jest to gra w ataku pozycyjnym, ale gdy ma się Ziona można po prostu dać mu piłkę i coś dobrego na pewno z tego wyjdzie, krótka ławka i brak wartościowych zmienników (nie wiadomo, czy zagra kontuzjowany Marques Bolden), ale kilka przypadków z przeszłości pokazało, że nie musi to być problem, ale przede wszystkim fatalna dyspozycja rzutowa, co już w niektórych meczach może odegrać kluczową rolę. Tak słabo jak w tym sezonie Blue Devils nie rzucali (za trzy tylko 30,2%, z wolnych 69%) przynajmniej od 18 lat. Z drugiej strony jednak, skoro w trakcie sezonu przeciwko silnym rywalom potrafili tak wygrywać, to czemu w turnieju miałoby być inaczej.

#1 Virginia

Trener Tony Bennett zbudował świetny program, który wygrał cztery z sześciu ostatnich tytułów po sezonie zasadniczym w najsilniejszej konferencji ACC, a i tak w tej chwili wszyscy wypominają mu tę jedną wpadkę z zeszłorocznego turnieju. To jednak nie złamało zespołu Cavaliers, a nawet można zaryzykować, że jeszcze dodatkowo wzmocniło i w tej chwili na papierze są jeszcze lepsi niż przed rokiem. Co ważne, w tych rozgrywkach zespół Virginia nie jest aż tak bardzo uzależniony od gry w defensywie, która ciągle jest na bardzo wysokim poziomie i potrafi wygrywać mecze swoim atakiem. Według kenpom.com mają drugą najbardziej efektywną ofensywę w całej NCAA i choć wydaje się to niemożliwe, to trio Kyle Guy, Ty Jerome i De’Andre Hunter gwarantuje zachowanie przynajmniej dobrego poziomu w każdym ze spotkań. Nie każdy jest jednak w stanie docenić ten typ ataku, bo UV grają najwolniej ze wszystkich drużyn, długo szukając najlepszej szansy do zdobycia punktów, co skutkuje niemal 41% skutecznością z dystansu. Zaryzykuje stwierdzeniem, że Cavaliers tak mocni jeszcze nie byli i spokojnie stać ich na mistrzostwo, a Tony Bennett może zapisać się w historii jako ten, który po roku od odpadnięcia z #16 seedem zdobędzie pierwszy tytuł.

#1 Gonzaga

Jedyny zespół, który pokonał w tym sezonie Duke w pełnym składzie, samemu grając bez kontuzjowanego Killiana Tillie’go. Kiedy masz jednak w zespole jednego z lepszych graczy całej ligi w postaci Rui Hachimura, jednego z czołowych defensorów NCAA i jednocześnie wciąż bardzo niedocenianego Brandona Clarke’a, potrafiącego seryjnie zdobywać punkty Zacha Norvella oraz doświadczonego i bardzo dobrze prowadzącego grę Josha Perkinsa nie powinno cię to dziwić. Dodatkowo wciąż do pełni formy po kontuzji nie wrócił Killian Tillie, który przecież może wystrzelić w trakcie turnieju. Pewne wątpliwości budzi defensywa, ale i ona poprawiała się jednak z biegiem sezonu, i nawet Hachimura, który był najsłabszym ogniwem w tym elemencie już tak źle nie wygląda. Mark Few zbudował program, który nie tylko wyróżnia się na tle rywali w konferencji WCC, ale także w skali całej ligi. Imponująca seria pięciu kolejnych udziałów w Sweet 16 w marcu może wydłużyć się o kolejny rok, a niewykluczone, że po roku przerwy ponownie Zags zobaczymy w Final Four.

#1 North Carolina

Moim zdaniem najsłabszy zespół, ze wszystkich jedynek, co nie znaczy, że niezasłużenie został tak wysoko rozstawiony. Trener Roy Williams zbudował skład wokół doświadczonych graczy, który uzupełnił bardzo utalentowanymi freshmanami. Zwłaszcza Coby White imponuje w tym sezonie i choć teoretycznie gra jako rozgrywający, to zdecydowanie lepiej sprawdza się w roli punktującego. To właśnie ten niski zawodnik z charakterystyczną fryzurą przyćmił nieco Nassira Little, który przecież miał być tym ważniejszym świeżakiem. Ciężko jednak przebić się do podstawowego składu gdy na twojej pozycji grają tak doświadczeni i tak dobrzy gracze jak Luke Maye oraz Cameron Johnson. W rezultacie Little daje wsparcie z ławki i wciąż ma problem z ustabilizowaniem formy, ale stać go by w turnieju zrobić różnice. Co ciekawe odkąd mamy dane na kenpom.com, czyli od 2001 roku, Tar Heels nie grali tak szybko, będąc pod względem tempa jedną z pięciu najszybszych ekip tego sezonu, co jednocześnie nie przeszkadza być efektywnymi po obu stronach boiska.

#2 Tennessee

Chyba nigdy nie było w NCAA tak intrygującej drużyny, jak w tym roku Volunteers. W składzie Tennessee nie ma ani jednego zawodnika z Top 100 w swojej klasie rekrutacyjnej i nawet obecni liderzy czyli Grant Williams, Admiral Schofield czy Jordan Bone przychodząc do NCAA byli graczami dość anonimowymi. Jednak każdy z nich pod okiem trenera Ricka Barnesa z roku na rok coraz bardziej się rozwijał, by dojść do tego poziomu co teraz. Praktycznie wszyscy kluczowi gracze UT to doświadczeni juniorzy oraz seniorzy, co jak wiemy zwłaszcza w marcu odgrywa istotną role. W turnieju SEC przeciwko Kentucky pokazali swoją siłę i naprawdę jeśli Bone będzie trafiał jak w ostatnim czasie, Schofield utrzyma fantastyczny poziom, a Williams będzie przejmował mecze w końcówkach, to fani Tennessee mogą spać spokojnie. Niestety następnego dnia przeciwko Auburn praktycznie nie istnieli i tu obawiam się, żeby nie było podobnej wpadki w najbliższym czasie. O atak jestem spokojny, ale czy będą w stanie utrzymać wysoki poziom w obronie to już pewności nie mam.

#2 Kentucky

Dość przeciętnie zaczęli sezon zaliczając kilka wpadek, ale standardowo z biegiem sezonu coraz bardziej się rozkręcali, by w styczniu i lutym wyglądać jak zespół zdolny do zdobycia mistrzostwa. PJ Washington w końcu zaczął przypominać bestię podkoszową, jaką miał być już od pierwszego sezonu, Tyler Herro odnalazł formę strzelecką, którą imponował przed startem rozgrywek, wszechstronny Keldon Johnson wciąż utrzymują dobrą formą i jako jedyny nie zawodził w trakcie sezonu, a to wszystko uzupełnia solidny i doświadczony Reid Travis, który zmagał się z urazem na przełomie lutego i marca. A przecież są jeszcze na obwodzie Ashton Hagans, czy Immanuel Quickley oraz na ławce skrzydłowi Nick Richards i EJ Montgomery. Każdy z tych zawodników posiada na tyle umiejętności, że wychodząc w pierwszej piątce lub z ławki może zrobić różnicę wspomagając czwórkę czołowych graczy Wildcats. John Calipari standardowo na marzec przygotował formę swojej ekipy i jeśli tylko zdrowie pozwoli mogą nas jeszcze zaskoczyć.

#2 Michigan State

To niesamowite, że pomimo kontuzji i urazów kluczowych graczy Spartans udało się osiągnąć tak dobry wynik. Joshua Langford wypadł po 13 meczach, Nick Ward oraz Matt McQuaid opuścili po kilka spotkań, a niedawno fatalnie wyglądającej kontuzji doznał Kyle Ahrens. Mimo to MSU zajęli pierwsze miejsce w Big Ten oraz wygrali turniej konferencji, w przeciągu trzech tygodni trzykrotnie pokonując swojego najpoważniejszego rywala – Michigan. Oczywiście ogromna w tym zasługa trenera Toma Izzo oraz rozgrywającego genialny sezon Cassiusa Winstona. Rozgrywający Michigan State gra jak na lidera przystało, świetnie prowadząc grę swojego zespołu, czy zdobywając punkty w najważniejszych fragmentach spotkań. Tylko cztery zespoły są w czołowej dziesiątce pod względem efektywności ofensywnej oraz defensywnej wg danych kenpom.com – Virgnia, Duke, North Carolina oraz właśnie Michigan State. Niestety, w swoim regionie na drodze do Final Four stanie im najprawdopodobniej Duke i nie jestem przekonany, czy będą w stanie tę przeszkodę przejść.

#2 Michigan

Trener John Beilein po ostatnich sukcesach otrzymał przydomek króla marca, który chwilo musiał oddać swojemu konkurentowi z Michigan State. Mając jednak w składzie tak dobrych defensorów, dzięki którym Wolverines mogą pochwalić się drugą obroną w NCAA oraz kolejnych kilku utalentowanych ofensywnie graczy spokojnie stać ich na odzyskanie tytułu dla swojego coacha. Na punktowego lidera wyrósł Ignas Brazdeikis, którego braki w defensywie uzupełnia rozgrywający zaskakująco dobry sezon podkoszowy Jon Teske. Nieco szalony Jordan Poole w ataku daje naprawdę dużo i nawet spisujący się nieco poniżej oczekiwań Charles Matthews nie przeszkadza, bo nad wszystkim czuwa lider Zavier Simpson. Trenerzy przeciwnych drużyn jednogłośnie oceniają, że to właśnie on jest najlepszym graczem Michigan, co patrząc w statystyki nie jest wcale tak oczywiste. Przy problemach z przewinieniami brak ławki może mieć znaczenie, bo cały sezon grali praktycznie w siódemkę, ale mając na ławce takiego trenera można być dobrej myśli.

Kosi
21.03.2019

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informujemy, iż administratorem Twoich danych osobowych jest Krzysztof Kosidowski. Kontakt z administratorem: e-mail: kosi@collegehoops.pl
Podanie danych osobowych zawartych w formularzu jest dobrowolne. Jednocześnie przysługują Ci prawa dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania (aktualizacji) lub usunięcia, ograniczenia ich przetwarzania, przenoszenia, a także sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych osobowych oraz niepodlegania zautomatyzowanemu podejmowaniu decyzji (profilowaniu). Masz także prawo wnieść skargę w związku z przetwarzaniem przez nas Twoich danych osobowych do organu nadzorczego. Twoje dane osobowe będą przetwarzane na podstawie art. 6 ust. 1 lit. B ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27.04.2016 w celu obsługi i realizacji usługi.
strony internetowe Wałbrzych HM sp. z o.o.
www.hm.pl | hosting www.hostedby.pl