Polub nas na facebooku:    
Calhoun na emeryturze, czyli o przeszłości i przyszłości UConn

Jim Calhoun przeszedł na emeryturę i choć znowu piszę ze sporym opóźnieniem, to zwyczajnie nie mogłem tego tematu przepuścić. O tym wydarzeniu, bo w takich aspektach należy to rozpatrywać, informowali Was już Maciek Kwiatkowski na wp.pl i Sebastian Hetman na Zp1. Ja jednak postaram się napisać w nieco innej formie.

Z Uniwersytetu Connecticut odchodzi legenda i jeden z najlepszych trenerów w historii NCAA. Trener obok którego nie można było przejść obojętnie, bo fani Huskies go uwielbiali, a pozostali zaś raczej nie przepadają. Powód jest oczywiście bardzo prosty – bezkompromisowy sposób bycia. Calhoun był jednym z nielicznych pozostałych coachów starej szkoły prowadzenia drużyny twardą ręką w stylu Boba Knighta. Liczne reprymendy ze strony swojego trenera przez 40 lat musieli znosić koleni graczy. Wielu go nie rozumiało, wielu go nie cierpiało, wielu się na niego skarżyło, a jeszcze część chciała szybko zmienić uczelnie. Wszyscy jednak po latach potrafili docenić wkład jaki włożył w wychowanie ich na boisku i poza nim. W końcu nie każdy lubi, gdy jego trener jest niezadowolony, w bardzo dosadny sposób dając o tym znać. Ostre słowa, nerwowe gestykulacje, okrzyki – to była codzienność dla wszystkich podopiecznych Jima Calhouna. I choć zwykle robił to w słusznej sprawie, zawsze na pierwszym miejscu stawiając dobro drużyny, wielokrotnie wynikały z tego bardzo nieprzyjemne sytuacje. Zawsze broniły go jednak wyniki. Przez 26 lat pracy w Connecticut tylko dwukrotnie zabrakło go w posezonowych rozgrywkach. Największym jego osiągnięciem to jednak wprowadzenie zespołu UConn na salony.

Licząc od 1939 roku, kiedy NCAA Tournament cieszył się już większym zainteresowaniem zespół Huskies przez 44 lata wystąpił w nim 12 razy, tylko w 1964 roku awansując do Finału Regionu obecnie zwanym Elite Eight. Odkąd na stanowisku pierwszego trenera zasiadł Jim Calhoun, czyli przez 26 kolejnych lat UConn w najważniejszym Turnieju wystąpiło 18 razy, z czego 8 razy dochodziło do Elite Eight i trzykrotnie zdobywając mistrzostwo NCAA. By jednak zrozumieć jak wielkim mimo wszystko było to osiągnięciem wystarczy spojrzeć na mapę. Kampus Uniwersytetu Connecticut leży w 25 tysięcznym miasteczku Mansfield, w którym większość mieszkańców to studenci, a do najbliższego większego miasta Hartford (około 125tys. mieszkańców) jest 45 kilometrów. Ściągnąć w takie miejsce czołowych rekrutów to naprawdę nie lada wyczyn i choć z roku na rok było mu łatwiej, to na pewno konkurencja z wielkimi programami nie była łatwa.

Gdy pojawiły się pierwsze sukcesy pojawiły się też plotki o „nieczystości” programu. Początkowo nic nie wykryto, ale już w 1996 roku udowodniono dwóm graczom przyjęcie nielegalnych korzyści. Innym głośną sprawą była rekrutacja Nate’a Milesa, który jak się okazało otrzymywał od jednego z managerów drużyny pieniądze. I o ile z pierwszym wykroczeniem Jim Calhoun prawdopodobnie nic wspólnego nie miał, tak już o drugim bardzo dobrze widział. W rezultacie nie obyło się bez zawieszenia i kilku innych karach.

Nie zrozumcie mnie źle, bo nie pisze tego by umniejszyć dokonaniom Calhouna, a jedyni pokazać drugą stronę medalu. Prawda jest taka, że obecnie w NCAA niewielu trenerów z podobnymi sukcesami może pochwalić się czystym kontem. Jedni dopuszczają się większych wykroczeń, inni mniejszych. Jedni świadomie, inni już nie koniecznie. Taka jest obecnie liga i też takimi prawami rządzi się proces rekrutacji. Jednak sprowadzenie nawet czołowych zawodników to jedno, a prowadzenie i trenowanie drużyny to drugie. Właśnie pod tym względem Coach UConn był jednym z najlepszych. Niewielu pracowało tak ciężko, mogło pochwalić się podobną wiedzą i potrafiło tak dobrze przygotować swój zespół do sezonu. Trzy mistrzostwa z trzema kompletnie różnymi drużynami tylko to potwierdzają, a ostatni tytuł z 2011 roku, to już czysty pokaz kunsztu trenerskiego.

To właśnie po tym sezonie z podniesionym czołem Jim Calhoun powinien odejść na zasłużoną emeryturę. Trener Huskies mimo sędziwego wieku ciągle chciał jednak wygrywać. Przez całe życie zmagał się z różnymi przeciwnościami losu wielokrotnie wygrywając walkę ze swoim zdrowiem. Rezygnacja w takim momencie nie byłaby w jego stylu. Liczyło się tylko dobro drużyny, często za wszelką cenę. Za to pokochali go w UConn, a krytykowali gdzie indziej. W ostatnich latach problemy ze zdrowiem tylko się nasiliły i w rezultacie opuszczał coraz więcej treningów, a później meczów. To zamieszanie spowodowało, że zabrakło osoby, która przypilnowała by zawodników również na uczelni. W końcu sam Calhoun nie specjalnie przykładał do tego większej uwagi. W rezultacie wyniki w nauce poszczególnych członków drużyny poszły tak w dół, że Huskies zabraknie we wszystkich rozgrywkach posezonowych w 2013 roku.

Legenda wciąż pozostaje legendą. Wszyscy fani Connecticut wolą Calhouna z mistrzostwami i wszystkimi swoimi wadami, niż kogokolwiek innego (z małymi wyjątkami). W końcu jednak zdrowie odmówiło posłuszeństwa i przyszła pora na ostatecznie pożegnanie. Podobnie jak miało to miejsce to tej pory Coach Jim zrobił to na własnych warunkach.

O swoim odejściu prawdopodobnie wiedział już od dłuższego czasu, a ostatni wypadek na rowerze nie musiał wcale mieć większego wpływu na jego decyzje. Mimo wszystko o rezygnacji poinformował na miesiąc przed sezonem, czyli w takim momencie, by władze UConn nie mogły znaleźć lepszego zastępcy i musiały zatrudnić dotychczasowego asystenta Kevina Ollie. W normalnych warunkach przejęcie steru w Huskies wcale nie byłoby oczywiste, więc coach Calhoun odszedł w taki sposób by nie pozostawić uczelni wyboru. Jakby na potwierdzenie Ollie otrzymał tylko roczny kontrakt na sumę 625 tys dolarów, czyli grosze w porównaniu do tego co zarabiał jego poprzednik. Co ciekawe jak się okazało kontrakt Calhouna był tak skonstruowany, że w najbliższym czasie nie trenując może zarobić w Connecticut więcej niż gdyby pozostał na stanowisku.

Co więc czeka fanów UConn w najbliższych latach? Długotrwały okres przebudowy. Nie zdziwię się jeśli przez najbliższych kilka lat drużynie nie uda się ani razu zagrać w NCAA Tournament. Jak wiadomo najbliższy sezon jest spisany na straty, a jedynie Kevin Ollie będzie musiał przekonać władze uczelni i powalczy o przedłużenie umowy. Wielką niewiadomą będą jednak nowe twarze w zespole. Czy nowemu trenerowi uda się sprowadzić graczy podobnego formatu, co poprzednikowi? Szanse są dość małe i już teraz kilku rekrutów podkreśla, że brak Calhouna w szeregach Huskies będzie miało spory wpływ na ich końcową decyzje. Dodając do tego kolejne osłabienia konferencji Big East i już wkrótce może się okazać, że do ostatnich sukcesów nawiązać się nie uda nigdy…

Kosi
22.09.2012

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Informujemy, iż administratorem Twoich danych osobowych jest Krzysztof Kosidowski. Kontakt z administratorem: e-mail: kosi@collegehoops.pl
Podanie danych osobowych zawartych w formularzu jest dobrowolne. Jednocześnie przysługują Ci prawa dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania (aktualizacji) lub usunięcia, ograniczenia ich przetwarzania, przenoszenia, a także sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych osobowych oraz niepodlegania zautomatyzowanemu podejmowaniu decyzji (profilowaniu). Masz także prawo wnieść skargę w związku z przetwarzaniem przez nas Twoich danych osobowych do organu nadzorczego. Twoje dane osobowe będą przetwarzane na podstawie art. 6 ust. 1 lit. B ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27.04.2016 w celu obsługi i realizacji usługi.
CollegeHoops.pl © 2018
strony internetowe Wałbrzych HM sp. z o.o.
www.hm.pl | hosting www.hostedby.pl