Polub nas na facebooku:    
First Four – dzień drugi

Za nami kolejne spotkania NCAA Tournament i podobnie jak miało to miejsce wczoraj emocji na pewno nie brakowało. W jednym drużyny bardziej postawiły na atak, w drugim decydująca okazała się obrona, jednak w obu spotkaniach losy meczu ważyły się aż do ostatnich minut. Od dziś turniej zaczyna się więc na dobre, ale zanim to nastąpi zachęcam do przeczytania krótkiej relacji z nocy.

#16 Robert Morris – #16 North Florida 81:77

Ponownie przekonaliśmy się, że przewaga w pierwszej połowie nie ma żadnego znaczenia, a liczy się to jak dany zespół kończy mecz. Wprawdzie spotkanie nieco lepiej zaczęli zawodnicy Robert Morris, ale szybko sprawy w swoje ręce wziął Beau Beech. Obrońca North Florida świetnie spisywał się przeciwko strefowej obronie rywali zdobywając 13 z 21 pierwszych punktów swojej ekipy, a gdy wkrótce dołączyli do niego pozostali koledzy, Ospreys wyszli na kilku punktowe prowadzenie i na przerwę schodzili z przewagą 35:29.

Druga połowa zaczęła się od dwóch kolejnych trójek Beau Beecha i pewne było, że gracze Colonials jeśli chcą w tym meczu jeszcze powalczyć muszą coś zrobić. Zmiana obrony na każdy swego okazała się kluczowa, a zawodnicy North Florida zaczęli się gubić i popełniać straty. W rezultacie gracze Robert Morris zanotowali serię 16-4, najpierw odrabiając, a później wychodząc na prowadzenie. Dzięki między innymi punktom rezerwowego Lucky’ego Jonesa, który rozgrywał świetną drugą odsłonę (w sumie 21 punktów, 7 zbiórek i 5 przechwytów w całym meczu), na dwie minuty przed końcem gracze Colonials prowadzili już 73:66, a ich rywale nie byli w stanie nic już zrobić. Ostatnia minuta to seria rzutów wolnych w wykonaniu obu ekip, która losów meczu jednak już nie zmieniła.

Obok Jonesa w zespole Robert Morris wyróżnić należy Rodney’a Pryora i Marcquise’a Reeda, którzy zdobyli odpowiednio 20 i 19 punktów. Jak zaprezentuje się wspomniana trójka przeciwko Duke ?

Statystyki

#11 Boise State – #11 Dayton 55:56

Drugi mecz nocy zapowiadał się dużo ciekawiej, jednak patrząc na pierwsze minuty można było odnieść zupełnie inne wrażenie. Dobra obrona obu ekip połączona nieco ze stresem spowodowała, że niemal 10 minut potrzebowały obie ekipy na zdobycie 10 punktów. Dopiero później jakby wszystko nieco się ruszyło i pierwsi wykorzystali to zawodnicy Boise State, notując w pewnym momencie serię 14 zdobytych punktów z rzędu. Bardzo dobrą zmianę dał niewielki Montigo Alford, który w niedużym odstępie czasu trafił trzy trójki.

Dobra postawa Broncos nieprzypadkowo zbiegła się z zejściem z parkietu Jordana Siberta. Lider Dayton szybko złapał dwa przewinienia, co znacząco ograniczyło jego czas gry. W rezultacie jego koledzy potrzebowali trochę czasu, by dopasować do zaistniałej sytuacji swój styl gry i ciężar zdobywania punktów przenieśli pod kosz. Jeszcze pod koniec pierwszej połowy niewiele to zmieniło i na przerwę schodzili przegrywając 9 oczkami, ale w drugiej części meczu zaczęło przynosić to rezultaty. Wprawdzie James Webb III (8 punktów i 13 zbiórek w całym meczu) starał się robić ile mógł, i to po obu stronach boiska, ale sam niewiele był w stanie zdziałać i trzeba powiedzieć wprost, że obrona pod koszem Boise State wyraźnie kulała.

Pod nieobecność na boisku Siberta dobre fragmenty rozgrywali skrzydłowi Dyshawn Pierre oraz Kendall Pollard, co doprowadziło do odrobienia strat i wyjścia nawet na jednopunktowe prowadzenie. Na odpowiedź graczy Boise State długo czekać nie trzeba było i dzięki świetnej grze rozgrywającego Derricka Marksa (23pkt, 3zb, 3as, 3prz w całym meczu) ponownie zanotowali serię 13-1 odskakując swoim przeciwnikom.

Im bliżej końca, tym Broncos grali coraz bardziej indywidualnie popełniając coraz więcej błędów, co skutecznie wykorzystywali Flyers. W końcu w ostatniej minucie spotkania Jordan Sibert przypomniał, że to jego zespół, najpierw rzucając dwa ważne rzuty wolne, a następnie wielką trójką przesądził o losach meczu. Warto wspomnieć, że choć lider Dayton na przestrzeni całego spotkania nie prezentował się zbyt dobrze, między innymi łapiąc głupie przewinienia, ale przebywając na boisku ściągał na siebie uwagę obrony robiąc miejsce dla pozostałych kolegów, by później trafić najważniejszy rzut.

Oglądając spotkanie można było odnieść wrażenie, że to Boise State jest lepszym zespołem i zdecydowanie przyjemniej oglądało się ich poczynania w ataku. W ostatnich minutach meczu coś się jednak zmieniło, zaczęli popełniać błędy, które wcześniej im się nie zdarzały i nawet ich 12 zbiórek w ataku (przy 3 Dayton) niewiele tu zmieniły. W następnej rundzie czeka już nieprzewidywalny zespół Providence.

Statystyki

Kosi
19.03.2015

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informujemy, iż administratorem Twoich danych osobowych jest Krzysztof Kosidowski. Kontakt z administratorem: e-mail: kosi@collegehoops.pl
Podanie danych osobowych zawartych w formularzu jest dobrowolne. Jednocześnie przysługują Ci prawa dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania (aktualizacji) lub usunięcia, ograniczenia ich przetwarzania, przenoszenia, a także sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych osobowych oraz niepodlegania zautomatyzowanemu podejmowaniu decyzji (profilowaniu). Masz także prawo wnieść skargę w związku z przetwarzaniem przez nas Twoich danych osobowych do organu nadzorczego. Twoje dane osobowe będą przetwarzane na podstawie art. 6 ust. 1 lit. B ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27.04.2016 w celu obsługi i realizacji usługi.
CollegeHoops.pl © 2018
strony internetowe Wałbrzych HM sp. z o.o.
www.hm.pl | hosting www.hostedby.pl