Polub nas na facebooku:    
NCAA Tournament: Pozostały cztery zespoły

Zakończyła się rywalizacja w Elite Eight, a w stawce pozostały już tylko cztery drużyny. Jak zwykle nie brakowało emocji, wielkich meczów, czy też zaskakujących końcówek. Wciąż nie doczekaliśmy się jednak buzzer-beatera, ale patrząc na przebieg wydarzeń i do tego większych zastrzeżeń mieć nie można. Prześledźmy, więc to co wydarzyło się w czterech ostatnich meczach:

#4 Louisville vs. #7 Florida 72:68

Pojedynek mistrza z uczniem. Z jednej strony Pick Pitino z prawie 30-letnim stażem, z drugiej Billy Donovan, który był zawodnikiem Providence, gdy trenował tam obecny coach Louisville. W rywalizacji obu panów prowadził Pitino stosunkiem 6-0, ale przed tym spotkanie ogromną szansą na przełamanie złej passy miał trener Florida.

To właśnie Gators lepiej rozpoczęli spotkanie już po kilku minutach prowadząc 7:0. Na posterunku był jednak Peyton Siva, który miał udział przy 13 pierwszych punktach drużyny, trafiając jeden rzut z dystansu oraz asystując cztery razy. Problemem z początku była obrona Louisville, który w ataku pozycyjnym rywali aż tak dobrze nie funkcjonowała. Zawodnicy Gators świetnie dzielili się piłką, szukali najdogodniejszych pozycji i gdy zaczęli trafiać trójki z czystych pozycji zdołali odskoczyć na kilka punktów. Po 20 minutach meczu Florida miała 8/11 za trzy i 6/10 za dwa. W sumie daje to 14 celnych rzutów (z czego aż 12 było asystowanych), czyli dokładnie tyle ile ekipa Michigan State miała w całym spotkaniu z Louisville. Ich ofensywa funkcjonowała po prostu świetnie i stąd też aż taka wysoka skuteczność.

Do przerwy Florida prowadził 41:33 i to także pokazuje, że mimo kosmicznej skuteczności rywali Cardinals wcale aż tak nie odstawali. Pod koszami dobrze radził sobie Gorgui Dieng, który w pierwszej części meczu pod względem ofensywnym dość niespodziewanie spisał się dużo lepiej od swojego konkurenta z drużyny przeciwnej.

W drugiej odsłony Florida wciąż utrzymywała się na 8-10 punktowym prowadzeniu, a w problemy z faulami zaczynali wpadać poszczególni gracze Cardinals (między innymi Kyle Kuric, czy Chane Behanan). W pewnym momencie w niedużym odstępie czasu 3 i 4 faul popełnił Peyton Siva, na co ostro zareagował trener krzycząc do swojego lidera. Z niewiadomych przyczyn sędzia odgwizdał przewinienie techniczne dla Ricka Pitino i faulowany wcześniej Erving Walker rzucał cztery osobiste. 11 minut przed końcem drużyna Louisville przegrywała 47:58 i biorąc pod uwagę ich sytuacje wydawało się, że wkrótce będzie po meczu.

Coach Pitino postanowił jednak zaryzykować i na boisku pozostał Peyton Siva, którego jednak po obu stronach boiska postanowił zastąpić rezerwowy Russ Smith. Ten niski zawodnik do pewnego momentu, rozgrywał prawdopodobnie swoją najlepszą koszykówkę w tym sezonie agresywnie wałcząc w defensywie i skutecznie grając w ofensywie. Z drugiej strony zawodnicy Gators przestali trafiać tylu rzutów, zaczynali się gubić i popełniali sporo błędów. Świetnie wykorzystali to Russ Smith i Chane Behanan, którzy na przestrzeni 8 minut zdobyli 19 kolejnych punktów dla swojej drużyny niwelując straty do dwóch oczek.

Zawodnicy Florida jeszcze gorzej spisali się w ostatnich dwóch minutach spotkania podejmując bardzo złe decyzje. Szczególnie słabo wypadli Bradley Beal i Erving Walker zamazując tym samym dobry obraz z początku meczu. Z drugiej strony bliski przegrania meczu dla swojej drużyny był Russ Smith, który 25 sekund przed końcem przy jednopunktowym prowadzeniu Louisville stracił piłkę. Gators i tej szansy nie potrafili wykorzystać ostatecznie przegrywając 68:72.

Przewinienie techniczne dla trenera Pitino miało być gwoździem do trumny Cardinals, a okazało się zbawiennym impulsem. Od tego momentu zespół Louisville zakończył spotkanie serią 25:10, co pozwoliło im na wygranie meczu i awans do Final Four. Co ciekawe po świetnej pierwszej połowie w wykonaniu Gators, w drugiej części spotkania rzucali już tylko z 37% skutecznością pudłując wszystkie 9 rzutów z dystansu.

W sumie Russ Smith na boisku przebywając 22 minuty uzbierał 19 punktów, 5 zbiórek i 2 asysty, a Chane Behanan dodał 17 oczek i 7 zbiórek. Ponownie bardzo dobrze grę Cardinals prowadził Peyton Siva, który tym razem zapisał na swoim koncie 9 punktów i 8 asyst.

W zespole Florida każdy z zawodników z pierwszej piątki rzucił co najmniej 11 punktów, a najlepiej wypadli Bradley Beal – 14pkt, 7zb, 4as, i Erik Murphy – 14pkt, 8zb i 2bl.

#1 Syracuse vs. #2 Ohio State 70:77

Zespół Ohio State by wygrać ten mecz miał w jak największym stopniu wykorzystywać duet Deshaun Thomas i Jared Sullinger. Pierwsze minuty meczu zapowiadały dokładnie taki scenariusz. Dużo piłek kierowanych było pod kosz, co na zmianę kończyło się punktami lub stratami. Wysocy Buckeyes nie do końca radzili sobie ze strefą Orange, jednak wcześniej założony plan przynosił rezultaty. Na prowadzaniu utrzymywał się zespół OSU, a w grze Syracuse utrzymywali Scoop Jardine i Dion Waiters.

W 6 minucie meczu drugi faul popełnił jednak Sullinger, a zastępujący go Evan Ravenel potrzebował 4 kolejnych minut, by uczynił podobnie. Trener Thad Matta musiał wpuścić więc Amira Williamsa i mimo początkowych problemów pod koszami spisywał się bardzo dobrze. W obronie zbierał i blokował, w ataku wymuszał faule. Dzięki jego postawie Syracuse nie udało się zbudować przewagi, a wynik wciąż oscylował w granicach remisu. Po części wynikało to jednak z faktu, że w problemy z faualmi popadli ważni zawodnicy Orange, a wśród nich Dion Waiter czy Rakeem Christmas. Po 20 minutach na tablicy widniał więc wynik 29:29.

Po przerwie do gry wrócił Jared Sullinger i od razu poprawie uległa ofensywa Ohio State. Nawet gdy lider Buckeyes sam nie zdobywał punktów, na jego obecności korzystali pozostali graczy i już po kilku akcjach ich prowadzenie wynosiło 10 oczek. Gracze Syracuse wciąż jednak nie odpuszczali i za sprawą dobrych akcji Krisa Josepha oraz Brandona Triche’a szybko udało im się zniwelować straty. Dwie ważne trójki trafił Lenzelle Smith Jr., który świetnie zastąpił gorzej dysponowanego Williama Buforda i dzięki temu na czele wciąż był zespół OSU.

Różnica punktów była jednak niewielka i w kluczowych momentach piłka trafiała tylko do Jareda Sullingera. Ten zamieniał to na punkty lub wymuszone faule, nie pozwalając na odrobienie strat rywalom. Gdy na minutę przed końcem po jego rzutach wolnych przewaga Buckeyes znowu urosła do 8 oczek zawodnikom Orange pozostało już tylko faulowanie. Tego dnia podopieczni Thada Matta bardzo dobrze wykonywali rzuty wolne i w rezultacie wygrali 77:70.

W sumie w meczu było aż 48 fauli i oba zespoły oddały łącznie 67 rzutów wolnych. To kluczowe liczby tego spotkania, bo wymuszając 28 fauli zawodnicy Buckeyes oddali aż 42 rzuty osobiste, a pięciu zawodników Orange skończyło spotkanie z co najmniej 4 przewinieniami. Taki przebieg wydarzeń wyraźnie ograniczył rotacje trenerowi Syracuse, który nie zawsze mógł trzymać wszystkich najlepiej spisujących się graczy na boisku. Istotna była tez wygrana walka na tablicach przez zespół OSU stosunkiem 37-22 (13-6 w ataku), co pozwalało na kontynuowanie akcji.

Ostatecznie Jared Sullinger w 26 minut gry uzbierał 19 punktów i 7 zbiórek, a 14 oczek i 9 zbiórek dodał Deshaun Thomas. Z 18 punktami spotkanie skończył Lenzelle Smith Jr, a 13 punktów i 9 zbiórek miał William Buford.

W zespole Syracuse Scoop Jardine uzbierał 14 punktów i 6 asyst, a 15 oczek dorzucił Brandon Triche. Dobrze z ławki wypadł tym razem Baye Keita, który wprawdzie zdobył tylko 3 punkty, ale miał też 10 zbiórek oraz 4 bloki i był odpowiedzialny niemal za połowę zbiórek i bloków całej drużyny.

#1 Kentucky vs. #3 Baylor 82:70

Gracze Baylor spotkanie rozpoczęli bardzo zmotywowani pokazując, że są w stanie nawiązać równorzędna walkę z wyżej notowanym rywalem. W 5 minucie prowadzili więc 10:5, a trener John Calipari musiał zareagować czasem. Po przerwie na boisku wrócił już całkowicie odmieniony zespół Kentucky, który w odpowiedzi zanotował serię 25:5. Czasy trenera Baylor i przerwy w grze nie były w stanie tu nic zmienić. Drużyna Wildcats od stanu 5:10 na przerwę schodziła prowadząc 42:22, a świetne mecze rozgrywali Michael Kidd-Gilchrist i Anthony Davis. Od czasu na żądanie dla trenera Kentucky do końca pierwszej części gry mogliśmy zobaczyć prawdopodobnie najlepszą połowę w wykonaniu jakiegokolwiek zespołu z NCAA w tym sezonie i na przestrzeni 10 minut gracze UK nie spudłowali żadnego rzutu. Utalentowany zespół Bears na tle swoich rywali wyglądał jak zagubione dzieci.

Druga część meczu miała być więc formalnością i nawet agresywny początek w wykonaniu Quincy Acy’ego na niewiele się zdał, bo tym razem to Doron Lamb i Terrence Jones przejęli pałeczkę skutecznie punktując dla Kentucky. Chwilę grozy przeżyli wszyscy w 22 minucie meczu, kiedy to Anthony Davis zderzył się z Perry’m Jonesem niefortunnie upadając. U obu ucierpiały kolany, jednak cała uwaga była skupiona na tym pierwszym. Leżący Davis z grymasem bólu trzymał się za kolano, a cała hala zamarła w ciszy.

Na szczęście uraz okazał się zwykłym stłuczeniem i Davis powrócił szybko na boisku. Początkowo po boisku ruszał się kulejąc, ale z biegiem minuty wyglądało to coraz lepiej, a końcówka była już bardzo obiecująca. W sumie uzbierał 16 punktów, 11 zbiórek i 6 bloków, z czego 4pkt, 4zb i 4bl już po urazie.

Problemy Davisa wyraźnie rozproszyły graczy Kentucky, co próbowali wykorzystać rywale. Perry Jones w końcu zaczął grać agresywnie i zdobywać kolejne punkty, a po trójce Brady’ego Heslipa przewaga UK wynosiła już „tylko” 13 oczek. Wydawało się, że Bears będą tu w stanie jeszcze nawiązać walkę, jednak zawodnicy Wildcats szybko rozwiali te wątpliwości i ostatecznie wygrali 82:70.

19 punktów i 5 zbiórek dla UK zdobył Michael Kidd-Gilchrist, który już po pierwszej części gry miał na koncie 17 oczek i tylko problemy z przewinieniami w drugiej odsłonie nie pozwoliły wyraźniej powiększyć mu swoich zdobyczy. Świetny mecz rozegrał Terrence Jones, który pokazał że będzie jednym z najwszechstronniejszych graczy przystępujących do Draftu. Spotkanie zakończył notując 12 punktów, 9 zbiórek, 6 asysty, 2 przechwyty i 3 bloki.

W zespole Baylor wyróżnił się Quincy Acy, któremu brakuje trochę umiejętności, ale zaangażowania odmówić mu nigdy nie można. W pewnym momencie miał 20 punktów, przy skuteczności 7/10, a pozostali gracze łącznie mieli 19 oczek na rzucając 6/28. W sumie uzbierał 22 punkty, 8 zbiórek i 2 bloki. 21 punktów i 5 asyst miał Pierre Jackson, który aż 11 oczek zdobył w ostatnich 2 minutach, gdy mecz był już rozstrzygnięty. Perry Jones zdobył 17 punktów i 8 zbiórek, z czego większość, gdy mecz był już rozstrzygnięty, a broniący go Anthony Davis zmagał się z urazem.

#1 North Carolina vs. #2 Kansas 67:80

Przed meczem zapowiadano go jako wielki pojedynek podkoszowych i po pierwszych minutach na pewno nie można było być zwiedzonym. Większość punktów dla obu ekip zdobywali wysocy, a gdy po celnym dalekim półdystansie Johna Hensona, w kolejnej akcji w podobny sposób odpowiedział Thomas Robinson pewne było, że jesteśmy świadkami czegoś wyjątkowe. Tym bardziej, że obaj zawodnicy wracali na druga stronę boiska z uśmiechem na twarzach.

Niestety zmagający się z kontuzją nadgarstka Henson pokręcił kostkę i musiał opuścić boisko. W jego miejsce wszedł Freshman James Michael McAdoo pokazując dlaczego zalicza się do najbardziej utalentowanych graczy w kraju. W każdym innym zespole (oprócz Kentucky) wychodziłby w pierwszej piątce i mógłby zostać liderem. W North Carolina musi pogodzić się z rolą rezerwowego, ale gdy pojawia się na boisko, zawsze się wyróżnia. Już po kilku minutach miał na koncie 10 punktów i 2 przechwyty, w najróżniejszy sposób kończąc swoje akcje.

W Kansas wciąż nie zawodził Thomas Robinson, który albo efektownie kończył akcje spod kosza, albo punktował z dalszej odległości. Kilka punktów dorzucili też Travis Releford i Tyshawn Taylor, zaś w Tar Heels uaktywnił się Harrison Barnes, który efektownie kończył akcje po podaniach partnerów. Warto tu odnotować spokojną grę obwodowych graczy UNC, którzy w tym meczu nie bali się zaufać zastępującemu na rozegraniu Marshalla, Stilmanowi White’owi. Do przerwy mieli więc tylko 5 strat, podczas gdy w poprzednim ich meczu na tym etapie piłkę tracili 13 razy.

Po 20 minutach gry na tablicy widniał remis po 47 i zapowiadała się kolejna świetna połowa. Tą zawodnicy North Carolina zaczęli troszkę słabiej tracąc szybko kilka punktów, jednak te udało im się odrobić. Z jednej strony Tyshawn Taylor, z drugiej James Michael McAdoo kontynuowali swoją dobra grę z pierwszej części meczu, a wynik wciąż oscylował w granicach remisu.

Przy prowadzeniu Kansas 68:67, około 3 minuty przed końcem kolejny ważny rzut trafił Elijah Johnson dodając trzy punkty do dorobku swojej drużyny. Po niecelnej akcji UNC akcją 2+1 w kontrze popisał się Tyshawn Taylor, a prowadzenie Jayhawks urosło do 7 oczek. Był to cios, po którym gracze Tar Heels zupełnie się zagubili popełniając kolejne proste błędy. W rezultacie zespół Kansas zakończył spotkanie serią 12-0 i zwycięstwem 80:67.

Stilman White przez całe spotkanie grał bardzo dobrze, a w sumie w dwóch ostatnich meczach na boisku przebywając 60 minut rozdał 13 asyst i nie zanotował ani jednej straty. W końcówce tego meczu jednak wyszedł brak ogrania tego gracza oraz słaby rzut. Mimo że rywale zwyczajnie go odpuszczali, nie potrafił oddać celnego rzutu, a naprawdę mógł zostać bohaterem. Tego dnia jednak ponownie zawiódł Harrison Barnes, a i Reggie Bullock spisał się słabiej. Po raz drugi mieliśmy okazje dobitnie  się przekonać jak wielki wpływ na postawę swojej drużyny ma Kendall Marshall.

Ostatecznie Tyler Zeller uzbierał 12 punktów, 6 zbiórek i 4 bloki, a John Henson dodał 10 oczek i 4 zbiórki. Najlepszym graczem Tar Heels był zaś James Michael McAdoo notując w 19 minut 15 punktów, 4 zbiórki i 2 przechwyty.

W Jayhawks Thomas Robinson zdobył 18 punktów i 9 zbiórek, a Jeff Withey dodał 15 oczek, 8 zbiórek i 3 bloki. Momentami błyszczał Tyshawn Taylor, który spotkanie zakończył z dorobkiem 22 punktów, 6 zbiórek 5 asyst i 5 przechwytów, ale popełnił też kilka nieprzemyślanych decyzji w końcówce, które mogły kosztować jego zespół zwycięstwo.

Kosi
26.03.2012
Komentarze

Świetny mecz pomiędzy Kansas a Tar Heels, Robinson jest niesamowitą osobistością w świecie NCAA i mam nadzieję że powiedzie mu się w NBA, choć narazie nie wiadomo, czy zgłosi się do draftu, ale szanse na to są dość duże. Kentucky ma obecnie najsilniejszą ekipę i wydają się być faworytami do mistrzostwa, ale w tym turnieju wszystko jest możliwe, Cardinals są zdecydowanie czarnym koniem turnieju i dla nich Final Four to już wielki sukces, ale mogą sporo namieszać, w końcu awans zależy głównie od dyspozycji w dniu meczu i przez to wszystko moze się zdarzyć. Czekają nas 2 bardzo ciekawe mecze i cieszy mnie, że wreszcie Sullinger i Robinson dostali się do Final Four. Szkoda Perrego Jonesa III, który w tym sezonie nie potrafił wziąć na siebie odpowiedzialności w kilku meczach Baylor i grał jakby w cieniu, a jest jednym z 5-10 najlepszych zawodników na parkietach NCAA.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informujemy, iż administratorem Twoich danych osobowych jest Krzysztof Kosidowski. Kontakt z administratorem: e-mail: kosi@collegehoops.pl
Podanie danych osobowych zawartych w formularzu jest dobrowolne. Jednocześnie przysługują Ci prawa dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania (aktualizacji) lub usunięcia, ograniczenia ich przetwarzania, przenoszenia, a także sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych osobowych oraz niepodlegania zautomatyzowanemu podejmowaniu decyzji (profilowaniu). Masz także prawo wnieść skargę w związku z przetwarzaniem przez nas Twoich danych osobowych do organu nadzorczego. Twoje dane osobowe będą przetwarzane na podstawie art. 6 ust. 1 lit. B ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27.04.2016 w celu obsługi i realizacji usługi.
CollegeHoops.pl © 2018
strony internetowe Wałbrzych HM sp. z o.o.
www.hm.pl | hosting www.hostedby.pl