Polub nas na facebooku:    
Niesamowita droga Liberty

Już dziś o 23:40 Liberty zmierzy się w pierwszej rundzie z zespołem North Carolina A&T i tym spotkaniem zostanie otwarty tegoroczny wielki turniej. Zanim jednak to nastąpi warto jeszcze raz na spokojnie przeanalizować drogę, jaką Flames pokonali w tym sezonie.

Jeszcze długo przed początkiem sezonu wiadomo było, że nie będzie to łatwy sezon. Naukę na uczelni zakończyło dwóch najlepszych punktujących Jesse Sanders oraz David Minaya i szczególnie strata tego pierwszego, które w swojej karierze ustanowił kilka rekordów musiała być odczuwalna. Jednocześnie jednak z odejściem pierwszego rozgrywającego i centralnej postaci ofensywy Flames miał zmienić się również styl gry drużyny. Przygotowania szły bardzo dobrze i wraz z przyjściem nowych twarzy prognozy były optymistyczne. Tuż przed sezonem w wewnętrznym sparingu poważniejszej kontuzji stopy wykluczającej z gry w tym sezonie nabawił się skrzydłowy Antwan Burrus, a z powodu urazu swój debiut w obecnych rozgrywkach musiał przesunąć również Tomek Gielo. Strata dwóch podstawowych zawodników wyraźnie zaburzyła końcówkę przygotować i w rezultacie zespół Liberty zaliczył jeden z najgorszych, jeśli nie najgorszy początek sezonu w historii.

Osiem porażek z rzędu to bilans Flames po pierwszym miesiącu rozgrywek. Trzy mecze później zespół Polaka miał na koncie 10 przegranych i tylko jedno zwycięstwo. Na pierwszą wygraną przeciwko drużynie z I Dywizji NCAA fani musieli czekać aż do 31 grudnia, kiedy to w szczęśliwych okolicznościach pokonali na wyjeździe Western Carolina. Później było już tylko lepiej i w tym roku kalendarzowym nie licząc turnieju konferencji mogą pochwalić się całkiem solidnym wynikiem 7 zwycięstw i 10 porażek.

Ostatecznie więc w Big South w swojej dywizji zajęli przedostatnie, piąte miejsce, z bilansem 6-10 w konferencji i 15-20 ogólnie (w tym trzy wygrane z zespołem z innych Dywizji NCAA). Już od pierwszego spotkania turnieju do wszystkich meczów przystępowali więc jako ta „gorsza” drużyna. To jednak nie zrażało samych zawodników, co wyraźnie podkreślał Tomek – „Turnieje rządzą się swoimi prawami. Nieważne jaki bilans zaliczyłeś w sezonie zasadniczym, jeśli wyjdziesz na boisko nieprzygotowany do walki, przegrasz. Naszym największym atutem jest to, że nie jesteśmy faworytem tego turnieju, więc nie ciąży na nas żadna presja.”

I mimo, że bardzo kibicowałem Liberty mnie te słowa nie przekonywały. Wprawdzie liczyłem się ze zwycięstwem w pierwszej rundzie z Coastal Carolina, tak już w ewentualnym kolejnym meczu spodziewałem się wyraźnej porażki. Jak bardzo się myliłem pokazały kolejne dni.

5 marca – Coastal Carolina 78:61
7 marca – High Point 61:60
9 marca – Gardner-Webb 65:62
10 marca – Charleston Southern 87:76

Dodając do tego ostatni mecz sezonu zasadniczego z Radford i Flames mają obecnie serię 5 wygranych z rzędu, co najlepiej posumował Tomek w jednej z naszych rozmów w czasie turnieju – „Nagle zaczęliśmy grać tak jak oczekiwaliśmy, że będziemy cały sezon.” I choć niektóre zwycięstwa były szczęśliwe na pewno nie były przypadkowe. W końcu nie wygrywa się tyle spotkań z rzędu tylko dzięki przypadkowi.

Co ważne w każdym ze spotkań turnieju to innego zawodnika można nazwać bohaterem. W pierwszym meczu 28 punktów uzbierał Davon Marshall (transfer z Junior College), trafiając 5/7 za trzy i 9/10 za 1 oraz notując 10 oczek w czasie gdy, w drugiej połowie jego drużyna notował „run” 23-3. W drugim pojedynku 17 punktów miał Tavares Speaks, ale ważne punkty na niecałe 2 minuty przed końcem zdobył Tomek Gielo powiększając przewagę swojego zespołu do 6 oczek, po tym jak rywale zdołali zniwelować niemal całą 19-punktową stratę z początku drugiej części meczu. W trzecim spotkaniu najwięcej 19 oczek miał John Caleb Sanders, ale to celne rzuty wolne pozostałych kolegów w końcówce meczu zadecydowały o awansie do finału. W ostatnim spotkaniu bohaterami była zaś cała trójka. John Caleb Sanders zanotował 27 punktów, trafiając 11/12 rzutów wolnych, Davon Marshall dodał 20 punktów mając 6/7 za trzy, a Tavares Speaks dorzucił 18 oczek. Mimo wszystko w końcówce było bardzo gorąco, szczególnie gdy Charleston Southern zaczęli bronić pressingiem na całym placu. Ostatecznie Flames uspokoili grę i wygrali wyżej niż wskazywał na to przebieg spotkania.

Swój udział w poszczególnych zwycięstwach miał naturalnie Tomek Gielo, który notował odpowiednio:

14 punktów (1/2 za 2, 3/4 za 3, 3/4 za 1), 6 zbiórek w 30 minut
4 punkty (2/5 za 2, 0/2 za 3), 4 zbiórki w 24 minuty
9 punktów (2/6 za 2, 1/1 za 3, 2/3 za 1), 6 zbiórek w 30 minut
7 punktów (2/2 za 2, 1/4 za 3), 1 zbiórka w 22 minuty

Kilka dni po turnieju mówił zaś – „To jest nie do opisania. Do tej pory do mnie nie dociera, że zagramy w Tournamencie. Nasz sukces jest dowodem na to, że nigdy nie wolno się poddawać. Zaczęliśmy sezon najgorzej w historii uczelni, a teraz równie historycznie kończymy go w wielkim stylu. Po pierwszym meczu, gdy pokonaliśmy Coastal Carolina (gospodarzy turnieju), wiedzieliśmy że jest szansa na wygranie pozostałych meczów. Wraz z każdą kolejną wygraną czuliśmy się coraz pewniej, grając bez żadnej presji, bo nikt nie oczekiwał, że zajdziemy tak daleko. W dniu finału przeciwko Charleston Southern, w trakcie odprawy kilka godzin przed meczem, na tablicy, gdzie zazwyczaj znajdują się najważniejsze wskazówki dotyczące rywala, Trener Layer napisał cytat z Księgi Psalmów (Psalms 118:24): „This is the day that the Lord has made; let us rejoice and be glad in it” („Oto dzień, który Pan uczynił; radujmy się zeń i weselmy!”). Trener powiedział nam, że wszystko czego potrzebujemy w tym meczu to radość z gry i chęć walki do samego końca. Jak widać, przyniosło to dobry efekt.”

By jednak w pełni zrozumieć czego dokonał zespół Liberty trzeba przytoczyć kilka faktów. Drużyna Polaka będzie dopiero drugą w całej historii NCAA, która wywalczyła awans do turnieju mimo aż 20 porażek w sezonie zasadniczym. Wcześniej dokonała tego tylko ekipa Coppin State w 2008 roku. Siła ich terminarza została sklasyfikowana na 308 pozycji (na 347 możliwych), a patrząc na RPI zajmują 299 miejsce. Ujmując to inaczej można napisać, że mimo posiadania bardzo słabych rywali wygrali tylko 43% spotkań. Oczywiście trzeba wziąć poprawkę na urazy oraz inne okoliczności łagodzące, ale mimo wszystko według większości obserwatorów Liberty jest najgorszym zespołem w stawce. Pewne było więc, że przypadnie im gra w First Four i tam zmierzą się z North Carolina A&T.

Obie ekipy prezentują podobny poziom, a zważywszy na fakt, że Flames ponownie będą skazywani na porażkę może uda im się odnieść pierwsze historyczne zwycięstwo w turnieju. Spora w tym zasługa nowego systemu i rundy First Four, ale może właśnie dlatego zawodnicy Liberty powinni przystąpić do tego meczu jeszcze bardziej zmotywowani.

Już teraz notują wyjątkowy sezon. Czemu nie zrobić kolejnego kroku i wyraźniej zapisać się na kartach historii uczelni?

*Zdjęcie zapożyczone z facebooka Tomka

Kosi
19.03.2013

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informujemy, iż administratorem Twoich danych osobowych jest Krzysztof Kosidowski. Kontakt z administratorem: e-mail: kosi@collegehoops.pl
Podanie danych osobowych zawartych w formularzu jest dobrowolne. Jednocześnie przysługują Ci prawa dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania (aktualizacji) lub usunięcia, ograniczenia ich przetwarzania, przenoszenia, a także sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych osobowych oraz niepodlegania zautomatyzowanemu podejmowaniu decyzji (profilowaniu). Masz także prawo wnieść skargę w związku z przetwarzaniem przez nas Twoich danych osobowych do organu nadzorczego. Twoje dane osobowe będą przetwarzane na podstawie art. 6 ust. 1 lit. B ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27.04.2016 w celu obsługi i realizacji usługi.
strony internetowe Wałbrzych HM sp. z o.o.
www.hm.pl | hosting www.hostedby.pl