Polub nas na facebooku:    
Piątka na dziś, czyli kogo warto obserwować (1)

Sezon w pełni, więc startuję z kolejną serią. Zamierzam przedstawiać ciekawych graczy, których poczynania na akademickich parkietach warto śledzić. Nie chcę jednak podawać tutaj oczywistych nazwisk, które kojarzy nawet niedzielny fan NCAA. Planuję skupić się na nieco mniej znanych graczach, jednak prezentujących niezły poziom. Sprawdźcie jak wyszła pierwsza odsłona cyklu!

G – Tra-Deon Hollins (Omaha Mavericks) – JR, 188 cm. Gracz typu zrobię-to-wszystko dla tych nieco mniejszych. Jego dobrej gry nie spodziewał się chyba nikt, chociaż w NJCAA wyróżniał się wszechstronnością, zarówno w drugiej, jak i pierwszej dywizji. W corocznym Blue Ribbonie dostał raptem jeden, krótki akapit, skupiający się bardziej na tym, że z powodów pozasportowych nie dokończył poprzedniego sezonu w Chipola College.

W swoim pierwszym sezonie w pierwszej dywizji notuje niemal 11 oczek na mecz, ponad 4 zbiórki, 5.6 asyst i ponad 4 przechwyty. Tak, nie mylicie się, nikt nie kradnie piłek lepiej niż Hollins. Najlepszym złodziejem był także w drugiej dywizji NJCAA w Central Community College w Nebrasce. Nie powiodło mu się z kolei we wcześniej wspomnianym Chipola College, gdzie co prawda też zapełniał arkusz statystyczny, ale zakończył swoją przygodę z tą uczelnią już po dziewięciu spotkaniach, po tym jak wyrzucono go z powodów dyscyplinarnych.

Po liczbie przechwytów pewnie domyślacie się, że Hollins jest świetnym obrońcą, ale podkreślę to, bo po prostu to wymaga podkreślenia. Niniejszym – Tra-Deon jest świetnym obrońcą. Przekłada się to chociażby na fakt, że jest drugi w NCAA w statystyce STL%, przechwytując piłkę w niemal 7% posiadań. Chociaż nie jest nominalnym rozgrywającym, to podaje naprawdę sporo, co pozwala mu na pierwsze miejsce w Summit pod względem asyst. Tutaj możecie zobaczyć jak obsługuje kolegów. Guard Omahy dwukrotnie był blisko triple-double. Z Colorado zaliczył 14 punktów, 8 zbiórek i 8 asyst, a z Minnesotą 13 punktów, 9 zbiórek i 7 asyst.
Krótka migawka z high schoolu:

G – Anthony Beane (Southern Illinois Salukis) – SR, 188 cm. Być może zauważyliście, że Southern Illinois wyjątkowo dobrze zaczęło sezon. Salukis są już 15-3, w tym 4-1 w meczach konferencji Missouri Valley, gdzie jedyną, za to dotkliwą porażkę ponieśli z Wichitą. Jak się zapewne domyślacie za tak dobrym startem ktoś stoi, a tym kimś jest przede wszystkim właśnie Beane.

Beane skończył raczej nikomu nieznany w kontekście koszykarskim high school w Normal w stanie Illinois i już w wieku 18 lat zameldował się na SIU. Początkowo miał grać w Illinois State, ale jego ojciec został asystentem w sztabie rozpoczynającego pracę na Southern Illinois Barry’ego Hinsona, co sprawiło, że Beane wylądował właśnie w Carbondale. Anthony od początku pokazywał, że drzemie w nim potencjał. W pierwszym sezonie został wybrany do najlepszej piątki freshmanów MVC, w kolejnym został uznany za gracza, który zrobił największy postęp i wylądował w drugiej piątce konferencji. Beane wyróżnia się nie tylko na parkiecie, bowiem dzięki GPA na poziomie 3.2 po drugim roku na uczelni wylądował w najlepszej piątce plebiscytu „MVC Scholar-Athlete”, który honoruje sportowców, którzy radzą sobie dobrze zarówno w sporcie, jak i w uniwersyteckiej auli. Po drugim sezonie z Salukis pożegnał się Desmar Jackson, więc to Beane mógł zostać liderem zespołu.

Szło mu świetnie, bowiem jako junior wykręcił średnio 16 punktów na mecz, jednak to seniorski sezon miał być dla niego najlepszy. I… zdecydowanie jest! Poza tym, że Beane notuje 20.2 punktów na mecz, dzięki czemu w klasyfikacji strzelców MVC jest tuż za DJ’em Balentinem, poprawił się także jeżeli chodzi o skuteczność – 46% z gry, w tym bardzo dobre przy tak dużej liczbie oddawanych rzutów (już 105 prób z dystansu) 43% za trzy. Podkreślę też, że tylko 22% rzutów Beane’a stanowią próby spod obręczy, więc gdy uwzględnimy ten fakt jego skuteczność wygląda jeszcze okazalej.

Muszę przyznać, że grę Beane’a najzwyczajniej w świecie dobrze mi się ogląda. To taki gracz, który bez problemu weźmie piłkę w ostatnich sekundach akcji, która totalnie się nie klei, zagra izolację i odda trudny, kontestowany rzut z półdystansu, który całkiem często znajduje drogę do kosza. Gra bardzo równo – tylko raz rzucił mniej niż 10 punktów (9) i ledwie cztery razy mniej niż 15. Trzykrotnie rzucił 30 i więcej punktów, w żadnym z tych spotkań nie schodząc poniżej 50% z gry (ba, z Oakland był 11/13). Pewny siebie, skuteczny strzelec, który sam potrafi wykreować sobie sytuację do rzutu – to chyba najkrótsza i najlepsza charakterystyka.
Sami zobaczcie:

F – Armani Moore (Tennessee Volunteers) – SR, 193 cm. Znalazł się w zestawieniu jako skrzydłowy, chociaż tak naprawdę mógłbym go umiejscowić na każdej pozycji od 1-4. Sekwencje, w których w jednej akcji broni silnego skrzydłowego rywali, a w kolejnej rozgrywa piłkę wcale nie należą do rzadkości. Inna sprawa, że jest zmuszony do bronienia podkoszowych, bo po prostu w Volunteers panuje spory deficyt wzrostu. Jeżeli weźmiemy pod uwagę tylko ekipy z power conferences, to okaże się, że właśnie Rick Barnes ma do dyspozycji najniższy skład. Nawiasem mówiąc mogę dodać, że właśnie obserwując tego gracza zadecydowałem o powstaniu tego cyklu.

Kim więc jest Armani Moore? Przede wszystkim gościem, który bez problemu wypełnia arkusz statystyczny po każdym spotkaniu. 12.4 punktów na mecz, 8 zbiórek, 3.9 asyst, 1.1 przechwytu i dwa bloki. Brzmi dobrze, ale jeszcze lepiej zabrzmi gdy przyjrzymy się jego warunkom fizycznym – Moore ma ledwie 193 centymetry wzrostu. Ze swoimi dwoma blokami na mecz Moore mieści się w TOP50 całej NCAA i rzecz jasna nie ma niższego od niego gracza, który notowałby lepsze wyniki. Tutaj możecie zobaczyć jak blokuje. Jeśli chodzi o zbiórki, to jest tuż za pierwszą setką, a jednym niższym graczem, który zalicza więcej zebranych piłek z tablic jest Gary Payton II (191 cm). Zdolność do walki z silniejszymi i wyższymi rywalami wynika z tego, że Moore jest naprawdę nieźle zbudowany i bardzo silny, co zresztą wykorzystywał grając w swoim ostatnim roku w szkole średniej w futbol. Nawiasem mówiąc Moore jest pierwszym absolwentem Mount Paran Christian School w Kennesaw w stanie Georgia, który otrzymał stypendium koszykarskie w pierwszej dywizji. W prep schoolu notował 22 punkty, 9.3 zbiórki, 3.9 bloku i 2.6 przechwytu, a także rzucał za trzy na niemal 40-procentowej skuteczności. Tej jednej umiejętności nie udało mu się przenieść na akademickie parkiety. W karierze notuje ledwie 26% trafionych trójek, zaznaczając jednak, że w obecnych rozgrywkach trafia 1/3 rzutów zza łuku.

Moore był rekrutowany przez Cuonzo Martina (obecnie California) z nadzieją, że zagra jako point guard. Niestety, dwa pierwsze sezony, kiedy otrzymywał szanse na tej pozycji, pokazały, że nie był wówczas gotowy do udźwignięcia tych obowiązków. Dwa pierwsze lata generalnie nie należały do zbyt udanych, bowiem Armani grywał po kilkanaście minut w meczu, tylko w pierwszym sezonie zaliczając występy w pierwszej piątce. Dobre czasy dla tego uniwersalnego koszykarza zaczęły się u Donniego Tyndalla. Były trener Kennetha Farieda odważnie postawił na Moore’a, wystawiając go we wszystkich spotkaniach Volunteers w pierwszej piątce. Armani grywał nominalnie na niskim skrzydle, a nawet na pozycji silnego skrzydłowego. Sam zawodnik ma dość luźne podejście do kwestii związanych z pozycjami: We all got recruited to come to this university to play a sport – not a position. Any sport is just about competing. You can’t necessarily put a position on anybody. If they’re good at what they do, they’re good at what they do.

To, czego nie zobaczycie w cyferkach, to przede wszystkim waleczność. Moore jest wszędzie tam, gdzie trzeba zdobyć piłkę dla swojej drużyny. Nurkowanie po piłkę, presja na rywalu, dzięki czemu wymusza złe podaniee, a kolega z drużyny zalicza przechwyt, wieczna walka pod tablicami, aby uzyskać jak najlepszą pozycję przy zbiórce. Długo można wymieniać, najlepiej sami zobaczcie, korzystając z linków po prawej stronie, gdzie bez problemu znajdziecie spotkania Volunteers. Jeśli chodzi o zdobywanie punktów, to Moore zdaje sobie sprawę z własnych ograniczeń rzutowych, więc stara się punktować po dynamicznych wejściach na kosz, co całkiem często przynosi pożądany skutek. Zdarzają się jednak spotkania, w których punktowanie całkiem mu nie wychodzi, jak na przykład z Florydą, ale wtedy zalicza takie linijki: 1 punkt, 7 zbiórek (w tym aż 5 ofensywnych), 6 asyst, 4 przechwyty, 3 bloki. Najlepsze spotkanie rozegrał przeciwko Army, gdy zdobył 29 punktów (11/20 z gry), 8 zbiórek, 6 asyst, przechwyt, 4 bloki.
Tutaj możecie zobaczyć sporo dobrej koszykówki od Moore’a. Podpatrujcie numer 4:

F – Moses Kingsley (Arkansas Razorbacks) – JR, 208cm. Obecnie występuje w Arkansas jako center, ale nominalnie to silny skrzydłowy/center, stąd umieściłem go w składzie na F. Gdy w zespole był jeszcze Bobby Portis, to zdarzało się, że występował właśnie na skrzydle. A raczej gdy w ogóle grał, bowiem w pierwszych dwóch sezonach zaliczał średnio 10-11 minut. Kingsley niesamowicie skorzystał na odejściu Portisa i Alandise Harrisa, zdobywając pewne miejsce w pierwszej piątce, a co za tym idzie niemal potroił liczbę minut na parkiecie, co przełożyło się na wymierne korzyści dla niego samego, jak i dla zespołu.

Chcecie cyferki na potwierdzenie? Proszę bardzo, progres jest niesamowity. Z 3.6 punktów na mecz na 17.3. Z 2.5 zbiórek na mecz do 9.5 w obecnych rozgrywkach. Z jednego bloku na spotkanie do aż 2.7 w sezonie 2015/2016. Wszystkie te osiągnięcia plasują go w ścisłej czołówce konferencji SEC, a w blokach jest nawet najlepszy. Silną stroną jest bez wątpienia umiejętność wymuszania fauli – znajduje się w czołowej trzydziestce w całej NCAA, podobnie jak w zbiórkach w ofensywie i blokach. Mocno plusowy obrońca, który niejednokrotnie ratuje Arkansas spotkania. Nigeryjczyk zaliczył w tym sezonie już 8 double-double.

Tutaj możecie zobaczyć trochę zagrań Mosesa z udanego spotkania z Vanderbilt – 25 punktów na 9/17 z gry, 8 zbiórek, 4 przechwyty:

C – James Thompson IV (Eastern Michigan Eagles) – FR, 208 cm. Mój pierwszy kontakt z tym zawodnikiem miał miejsce podczas spotkania z Louisville. Chciałem zobaczyć jak grają Cardinals, tymczasem moją uwagę zwrócił właśnie ten freshman. Thompson zagrał świetne spotkanie, zdobywając 12 punktów przy 6/8 z gry, a przede wszystkim zbierając 13 piłek, w tym aż 7 w ataku.

Do tej pory wykręcił w tym sezonie średnie 15.2 punktów na mecz, 11 zbiórek, w tym średnio 4.6 ofensywnych oraz 1.8 bloku na spotkanie, a także rzuca ze skutecznością 72% (96/134, zero trójek). To sprawia, że wśród pierwszoroczniaków jest 15. punktującym, drugim zbierającym (tuż po – rzecz jasna – Benie Simmonsie, ale już w ofensywnych zbiórkach zdecydowanie przewodzi), 10. blokującym oraz zajmuje czwarte miejsce jeśli chodzi o skuteczność z gry, jednak należy zauważyć, że wyprzedzający go rywale oddają znacznie mniej rzutów. Należy uczciwie zaznaczyć, że Eastern Michigan rozegrało cztery spotkania z ekipami, który nie należą do DIV I, jednak w pozostałych meczach również radzi sobie bardzo dobrze, więc nie miałem większych wątpliwości, by bezpośrednio odwołać się do cyferek. Wystarczy powiedzieć tylko tyle, że w czterech pierwszych meczach stycznia (Central Michigan, North Florida, Northern Illinois oraz Buffalo) oddał już 29 rzutów i… pomylił się ledwie dwa razy! Zaliczył także 43 zbiórki (w tym 19 ofensywnych).

Właśnie na atakowanej tablicy Thompson czuje się wręcz świetnie, plasując się na 17. miejscu w klasyfikacji OR%, notując wynik na poziomie 16.4%. Jego postawa na atakowanej desce sprawia, że wyróżnia się nie tylko wśród freshmanów, ale także w ogólnym gronie, bowiem obecnie zajmuje drugie miejsce wśród najlepiej zbierających w ofensywie w całej NCAA! Jeżeli chcecie zobaczyć go w akcji, to polecam właśnie mecz z Louisville, gdzie aż siedmiokrotnie wygrywał walkę o zbiórkę z podkoszowymi Cardinals – spotkanie jest dostępne na ESPN Playerze jako on demand. Warto dodać, że gdy tylko to możliwe, stara się zamieniać ofensywną zbiórkę na punkty. Thompson to typowy center, któremu nie w głowie rzuty za trzy. Według hoopmath 3/4 jego rzutów stanowią próby bezpośrednio z okolic obręczy, ale tylko w przypadku 47% swoich trafionych prób potrzebuje asysty kolegi – cóż, nie ma co się dziwić, skoro tyle piłek zbiera z atakowanych tablic, tym samym sam kreuje sobie sytuacje do zdobycia punktów.

Niestety, nie udało mi się znaleźć żadnego filmiku z jego wyczynami ze spotkań z mocniejszymi rywalami, więc muszą Wam wystarczyć jego popisy z meczu z ekipą z NAIA.

Lehu
15.01.2016

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informujemy, iż administratorem Twoich danych osobowych jest Krzysztof Kosidowski. Kontakt z administratorem: e-mail: kosi@collegehoops.pl
Podanie danych osobowych zawartych w formularzu jest dobrowolne. Jednocześnie przysługują Ci prawa dostępu do Twoich danych osobowych, ich sprostowania (aktualizacji) lub usunięcia, ograniczenia ich przetwarzania, przenoszenia, a także sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych osobowych oraz niepodlegania zautomatyzowanemu podejmowaniu decyzji (profilowaniu). Masz także prawo wnieść skargę w związku z przetwarzaniem przez nas Twoich danych osobowych do organu nadzorczego. Twoje dane osobowe będą przetwarzane na podstawie art. 6 ust. 1 lit. B ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27.04.2016 w celu obsługi i realizacji usługi.
strony internetowe Wałbrzych HM sp. z o.o.
www.hm.pl | hosting www.hostedby.pl